Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 271 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 1.11.2005r. - wtorek

środa, 31 marca 2010 22:41
Objazd cmentarzy zajął właściwie cały dzień.
Pogoda dopisała. Było bardzo słonecznie.
Na rzecz Koperkowa mogłam popracować tylko wieczorem w domu.
I popracowałam. W Internecie w sklepie ogrodniczym zamówiłam sobie nasiona trawy - "polską łączkę". Oczami wyobraźni widzę ją w moim sadku. Najpierw zakwitną wiśnie, potem grusze i jabłonie, a na koniec ta łączka z chabrami i makami. Rozłożę sobie na niej koc i będę czytać, może coś napiszę, albo po prostu będę patrzyła w moje niebo i w ptaki które nad nim będą przelatywały, albo samoloty, które po sobie zostawiają zapisane na krótko linie, jak linie wysokiego napięcia.
Zamówiłam także trzy róże w tym jedną pnącą, pachnącą, czerwoną, którą wymyśliłam, że posadzę przy kompostowniku. To mój pierwszy zakup przez Internet. Ciekawe czy będzie udany.
Rozmarzyłam się dzisiaj wyjątkowo.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 30.10.2005r. - niedziela

wtorek, 30 marca 2010 2:07
Jest chłodno, żeby nie powiedzieć zimno. Dzisiejszej nocy nawet musiało być trochę mrozu, bo w beczce z wodą zostałam taflę lodową. Trudno ją było z niej wydostać, ale jakoś się udało. Nie stopiła się nawet do końca dnia.
Dowartościowałam się dzisiaj. Wykonałam trzy duże zadania.
Pierwsze zadanie to podlewanie. Prawie całą beczkę 160 litrową wody wyniosłam wiaderkiem i podlałam swoje dopiero co posadzone róże, także ligustra i inne nasadzenia.
Drugie zadanie to naprawa folii w szklarence. Pokleiłam wszystkie pęknięcia, dziury i dziurki szeroką taśmą przezroczystą. Ciekawe jak przetrzyma zimę. Może szara taśma by była mocniejsza, ale szklarnia w łatki nie bardzo mi się widzi. I tak nie jest za urocza w tej chwili.
A trzecie zadanie to kompostownik. Rozpoczęłam wynoszenie kompostu na poletka. Jak będzie stawiany nowy, to już będzie wolne miejsce.
Byli dziś także boczni sąsiedzi, państwo Ka. Ciągle interesują się moim Koperkowem.
Właśnie doniósł mi pan Ka, że ktoś był u mnie i coś wynosił do samochodu. Na wszelki wypadek ma spisany numer samochodu. To samo powiedział mi jakiś inny działkowicz ubiegłej niedzieli, jak wychodziłam z ogrodu, już w bramie. Pewnie chodziło o to samo zdarzenie. Ja nic na działce złego nie zauważyłam. Może to chodziło o ten dzień, kiedy wyprowadzała się moja poprzedniczka.
W gruncie rzeczy to dobrze, że mają na oku moją posesję. Nie jestem tylko zadowolona, że ciągle wścibiają nosa i wypytują co robię aktualnie. Czy ja muszę im się spowiadać? A może tutaj są takie zwyczaje. Na razie na pytania grzecznie odpowiadam, ale pewnie to się zmieni.
Dziś rozmawialiśmy o kompostowniku. Powiedziałam jemu, że właściwie dopiero uczę się zarządzania działką. Co prawda mój małżonek posiada nieduży sad owocowy, ale to za miastem i ja na jego pracy się nie znam. Poza tym, jako że nie jeżdżę samochodem, to dla mnie za daleko, jak na moje nowe hobby. Taka działeczka jak ta, to akurat jak dla mnie i jestem bardzo zadowolona, że udało mi się ją odkupić od pani Grażyny Ka. Przy tym zaznaczyłam, że to jest tylko moja działka, nie męża. Oczywiście jeszcze nie wiem, czy będzie tylko rekreacyjna, czy także trochę pietruszkowo - koperkowa. Przy okazji dowiedziałam się dlaczego oni sprzedali poprzednią działkę, a kupili tę obok mojej. Otóż według ich relacji, ich poprzedni sąsiad miał ul z pszczołami i pani Ka została przez te pszczoły pogryziona. Trochę byłam zdziwiona, bo przecież nie można mieć na działkach uli z pszczołami, bo zakazuje Regulamin Działkowca. Podobno ten jego sąsiad tych pszczół nie sprowadzał specjalnie, ale tak im przygotował ul, że same przyszły. Więc niby co miał z nimi zrobić - potruć? Rzeczywiście pomysł oryginalny - ciekawe czy też zebrał miód przy okazji. Tego pan Ka już nie wiedział.
Wiele czytam w Internecie o działkowcach. O ich doświadczeniach. Ostatnio szczególnie dużo o oczku, jako że małżonka także ono interesuje. Trochę mam wątpliwości, czy sobie poradzę, bo jak na przykład będzie przeciekać? Poza tym oczko jest bardzo praco- i czasochłonne. Ostatnia informacja z Internetu, to taka, że właśnie w takim oczku utopiło się 2-letnie dziecko.
Oczko oczkiem, mnie najbardziej zależy na WC i kompostowniku. Nie wiem jak sobie poradzę z tymi inwestycjami fizycznie, bo finansowo to nie jest aż tak duży wydatek. Stać mnie.  Kompostownik można kupić drewniany składany - i z tym bym sobie poradziła, ale WC? Na plecach nie przyniesie się przecież. Chyba będę zmuszona prosić męża o pomoc.A jak odmówi? Trudno. Będzie niezastąpione wiaderko i chodzenie do WC publicznego przy świetlicy.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 23.10.2005r. - niedziela

sobota, 27 marca 2010 10:37
Ładny dzień. Słoneczny. Pewnie już jeden z ostatnich. Zbliża się smutny listopad. Jakby na zakończenie lata małżonek zorganizował grilla. W moim Koperkowie. To już bardzo dobry znak w moim kierunku. Kupił kiełbasek i coca-colę. Przywiózł też węgla drzewnego i "urządzenie" do grillowania, które dostałam kiedyś jako premia za współpracę od firmy "Kolastyna". Przydało się więc. Zasiedliśmy sobie pod altanką z winorośli. Stół duży, szeroki. Ławka też długa. Za ciasno nie było. Ale i atmosfery do zachwytu nad moją inwestycją też jeszcze nie było. Potrzebny czas. Ale źle nie jest. Nawet bez proszenia konewką podlał nasadzenia i żywopłot.
Znalazła się łopatka. Przysłowiowo "schowała się".
Dziś posprzątałam w magazynku i w skrzyni. Niewiele napracowałam się.
W końcu niedziela.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 22.10.2005r. - sobota

czwartek, 25 marca 2010 22:16

Dziś uznałam, że właściwie to pani Grażyna Ka, z już mojego Koperkowa, wyprowadziła się. Sprzątnęła z pola swoje płody, oberwała winogrona. Zostawiła trochę dalii z kartką, że te co są w worku to dla niej, a te na worku dla mnie, mogę je zagospodarować. Na kartce mojego podręcznego notatnika, który zostawiam wraz z długopisem na szafce, był narysowany samochodzik. Czyżby to jej roczny synek Józef już tak potrafił rysować?

Przy okazji długopis dostał nóg. Byle jaki był, nie żal. Także gdzieś zagubiła się moja łopatka. Szukałam na polu, ale nie znalazłam. A może to zwykła złośliwość rzeczy martwych.
Wymieniłam kłódkę do schowka na narzędzia na swoją. Jej może będzie kiedyś okazja oddać.
Dzisiejszy dzień piękny, słoneczny. Aż same ręce rwały się do pracy.
25 tulipanów zasadziłam wzdłuż werandki. Za namową Ewy Wu umieściłam je w skrzynkach i w doniczkach, by ochronić cebulki przed kretami i nornicami. Jak zakwitną na wiosnę będzie pięknie.
Z tyłu za domkiem umyśliłam sobie postawienie WC. Inwestycję zaleciła mi Krysia Pe w bardzo przekonywujący sposób. - Dla ciebie - powiedziała - wystarczy samo wiaderko. Ale co zaproponujesz gościom, jak będą mieli potrzebę? Ja na swojej działce mam taki domek z serduszkiem, gdzie można wygodnie sobie usiąść na desce sedesowej. Pod deską jest wiaderko z dziurkami wypełnione trochę piaskiem. Do przesypywania, jest pod ręką łopatka i piasek w wiaderku. Od czasu do czasu opróżniam, zakopując, byle nie na grządki. Wiaderko zawsze można umyć. WC odświeżyć. Jak w domu - niemal naszkicowała mi jak ma wyglądać moje WC.
Tak więc i ja już to swoje WC widzę, a miejsce jakby na nie czekało. Na WC ma wspinać się bluszcz. Dwie sadzonki bluszcza już ukorzeniłam w domu w szklance. Dziś go posadziłam we właściwe miejsce. Ciekawe czy się przyjmie.
Do doniczek wysiałam także trawę i schowałam do szklarni. Jest jeszcze październik, trawa podobno szybko wschodzi, może więc do zimy jeszcze dobrze się ukorzeni.
Dziś też zaprojektowałam Aleję Róż. Będzie biegła wzdłuż chodnika, za pasem skalniakowch bylin. Będzie więc nieco odsunięta od chodnika, więc róże nie będą trącane. Aleję otwiera dzika róża, którą przesadziłam z między porzeczek. To róża pnąca w czerwone drobne kwiatki i mocno kłująca. Pewnie będzie potrzebowała jakiegoś wsparcia, ale o tym pomyślę na wiosnę.
W dzisiejszych pracach pomagał mi też małżonek.
Wspólnie zasadziliśmy te sześć róż, które kupił mi Andrzej Ha. Może na wiosnę jeszcze dokupię i posadzę między nimi, żeby było ich więcej.
Zasadziliśmy dziś także 10 sadzonek tui za domkiem od strony ulicy. Może jak wyrosną to zasłonią domek. Tuje (z nasionek ) hodują mój małżonek z teściem. Mają ich bardzo dużo. Myślą, że może któreś z naszych dzieci będzie się budowało, więc przydadzą się. Poprosiłam małżonka o kilka - dostałam aż 10. Nawet z gestem.
Przy samym domku z jednej strony rośnie bardzo wysoka strzelista borówka amerykańska, pod nią barwinek zimozielony. Po drugiej stronie forsycja. Jest już stara, ale na razie tak zostanie. Dopiero jak będzie to WC i bluszcz się rozwinie, to tę forsycję usunę, tym bardziej, że nowa rośnie już przy studni. Jeden krzak forsycji wystarczy.
Napracowaliśmy się dzisiaj obydwoje, ale było bardzo miło. Dzień był taki urokliwy, że chciałoby się aby następne też były takie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 20.10.2005r. - czwartek

wtorek, 23 marca 2010 20:14
Czekam na sobotę, a w międzyczasie inwestuję w Koperkowo. Właśnie wróciłam z E.Leclerc'a. Mam go po drodze z pracy do domu. Do tej pory nie bywałam w tym markecie, ale teraz pewnie będę często zaglądała, a to z racji, że jest tam "Ogród". Nie będę musiała fatygować małżonka dla swoich zakupów. Chyba, że będzie coś bardzo ciężkiego. No bo po co ma wiedzieć, co ja kupuję. Może jeszcze musiałabym się tłumaczyć. Poza tym, czego oczy nie widzą....tego kieszeni nie żal. Dzisiaj właśnie pozwoliłam sobie kupić 25 cebulek tulipanów za 10 zł. Jaki towar kupiłam, okaże się na wiosnę, ale na pewno coś tam zakwitnie, choć ziemia słaba. Jak byliśmy w Centrum M1, też były tulipany, ale po 80 gr za sztukę. Małżonek już wtedy komentował, że bardzo drogo. Znaczy, że nie będzie łatwo, z groszem muszę się liczyć.
Nareszcie widać, że zaczynam wychodzić z kaszlu. Piłam amol, 4-5 kropli na małą ilość wody, żeby tylko  na jeden łyk. I to on mi chyba najbardziej pomaga.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 19.10.2005r. - środa

niedziela, 21 marca 2010 20:38
Mój kolega, Andrzej Ha, słowa dotrzymał i róże kupił. Przywiózł je od jakiegoś ogrodnika aż z Końskowoli, jeśli dobrze zapamiętałam. Dla mnie kupił 6 sztuk, każda w innym kolorze, po 4 złote za sztukę, a więc bardzo tanio, zważywszy że wyglądają solidnie. Przyniósł mi je do pracy, a że małżonek zadeklarował się zaraz zawieźć je na działkę, więc przy okazji podlałam także żywopłot. Róże tylko przykopaliśmy ziemią, bo już robiło się ciemno. Muszą poczekać do soboty.
Chyba mój małżonek zaczyna zmieniać swój "światopogląd' jeśli idzie o moje nowe hobby.
Coraz chętniej przywozi mnie na działkę i nie ociąga się z pomocą. Czyżby poszedł po rozum do głowy? A z resztą jego sprawa. Dawno skończyłam zastanawiać się, czy się jemu podoba, czy nie i co powiedzą jego mama, tata. Mam swoje życie, więc i zdanie też mam prawo mieć swoje. A jak im się nie podoba, to niech mi nie pomagają.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 16.10.2005r. - niedziela

sobota, 20 marca 2010 20:38
Niewiele deszczu spadło w ostatnich dniach. Za to bardzo się ochłodziło i nie wiadomo jakie będą dni kolejne. A żywopłot teraz potrzebuje bardzo dużo wody. Więc dzisiaj podlewany był na zapas. Pomógł mi małżonek, więc praca była wykonana expresowo. Dorwaliśmy się także do szklarenki i okręciliśmy rajstopami cały stelaż. Wyszło całkiem kulturalnie. Kolorowo, w paski, bo rajstopy były różnych kolorów. No, w każdym razie dużo lepiej niż z tą kruszącą się taśmą foliową od serów i mleka z Rolmleczu, którymi pookręcane były przez poprzednich gospodarzy.
Zmarzłam, choć pod folią nie było tak zimno jak na powietrzu. Ale może nie rozchoruję się po raz drugi. Poprzedni kaszel jeszcze mi nie minął, pomimo że biorę jakieś paskudztwa.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 14.10.2005r. - piątek

piątek, 19 marca 2010 23:05
Od wczoraj zaczęło padać, więc żywopłocik podlewa się sam. Mam wolne. Pomyślałam, żeby może pojechać do jakiegoś marketu, może "coś" wpadnie mi w oczy dla mojego Koperkowa. Jakaś łopata, konewka ...
Nawet udało mi się namówić małżonka, żeby podwiózł mnie samochodem. Zaliczyliśmy "Selgrosa" i "Praktikera". I nic. Małżonek  stwierdził, że takie rzeczy jak "łopaty" kupuje się w normalnym sklepie ogrodniczym, a nie w marketach, bo będą tylko do pierwszego wygięcia. Towar marketowy to nie towar, tylko zabawka. Szkoda pieniędzy na złom. Obiecał, że mi sam kupi co będę potrzebowała - na wiosnę. I na pewno będę zadowolona, bo się na tym zna. A ja to się nie znam?
Zostałam więc zastopowana, a tak bym chciała mieć już coś swojego, choćby konewkę do podlewania żywopłotu.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 11.10.2005r. - wtorek

czwartek, 18 marca 2010 22:34
Dostałam od pani Jot kolejne gałązki na żywopłot. Tym razem z berberysa. Wsadziłam je od razu do skrzynki. Może się ukorzenią. Krysia Pe z kolei podrzuciła mi jakieś roślinki na skalniaczek.
Wsadziłam je gdziekolwiek, aby do wiosny. Z resztą nie miałam dziś nawet zbyt dużo czasu, bo już ciemno było, jak z małżonkiem przyjechałam, żeby podlać żywopłot. Nadal kaszlę. Moczenie nóg w gorącej wodzie z musztardą, amol na cukrze i smarowanie amolem nie skutkują. Aż boję się myśleć, co będzie dalej.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 9.10.2005r. - niedziela

środa, 17 marca 2010 22:58
Piękna dzisiejsza niedziela. Ciepła, słoneczna i gościnna. Ja  już jestem zdrowa.
Natychmiast zabrałam się do pracy. Najpierw skończyłam opaskę pod żywopłot, potem wzięłam się za zielnik. Zaplanowałam go po lewej stronie szklarni w niedużej odległości od siatki, tuż za zaplanowanym oczkiem . Przywiozłam z domu z balkonu cebulkę siedmiolatkę, miętę, białą pokrzywę, także trochę bazylii. Pani Grażyna zostawiła lubczyk, oregano i jakieś tam bardzo wysokie zioło, ale nie pachnie. Może to estragon, ale nie umiem go rozpoznać. Jest także rabarbar. W zasadzie zielnik gotowy, ale sporo pracy nad jego uszeregowaniem. Przy zielniku wyłożyłam ścieżkę kamieniami. Jak to będzie wyglądać? Ocenię dopiero na wiosnę.
Działkowiczka zostawiła mi w reklamówce na siatce jeszcze trochę sadzonek malin i kłączy irysów. Posadziłam je przy siatce od tylnych sąsiadów. Na razie tak na chybił-trafił.
Planuję lewą górną ćwiartkę działki przeznaczyć na gaik. Dziś także przyniosłam po drodze malutki krzaczek głogu, który wykopałam saperką przy torach kolejowych. Będzie właśnie do tego gaika, jak się przyjmie na tym moim piaszczystym podłożu.

Boczny sąsiad, pan Ka, oświadczył mi dziś, że właśnie kupił sobie drugą działkę - obok. No to będę może miała spokój. Zabierze się za pracę i nie będzie mnie zawracał głowy. A dużo ma na niej pracy do wykonania, bo działka bardzo zaniedbana.
Pierwszy raz odwiedził mnie Andrzej Ha. Ma niedaleko swoją działkę, nieco mniejszą od mojej, ale w tej samej alejce. Czyli wpadł po drodze. Powiedział, że uwielbia róże. Ma 20 odmian i jeszcze będzie dokupował - ma bardzo dobre źródło. Poprosiłam, żeby i mnie kupił 6 sztuk różnych kolorów. Zasadzę wzdłuż alejki - może uda mi się mieć Aleję Różaną.
Andrzejowi nie bardzo pozwoliłam się rozsiadać, jako że miałam bardzo dużo pracy. Tym bardziej, że zapowiedział się małżonek, że pomoże mi posadzić żywopłot.
I rzeczywiście przywiózł jakich metalowy pręt, łopatę , grabie i konewkę nawet. Potem robił głębokie dziury, a ja wkładałam do nich po 2 -3 gałązki ligustra, wlewałam wodę konewką, dużo wody, zasypywałam ziemią i na koniec jeszcze raz podlewałam obficie. Przyjechała również Iga z Januszem i też wzięli udział w sadzeniu żywopłotu. Iga też podlewała. I jeszcze na koniec przyjechała ich córka z mężem ( na rowerach przyjechali). A więc armia ludzi do pomocy - wielka akcja. Żeby tylko nie wyszło jak z tymi kucharkami, co to " gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść".  Młodzi przywieźli piwko i na koniec pracy było sympatycznie. Porozprawialiśmy na temat oczka. Na tygodniu oglądałam oczko mojej przyjaciółki Krysi Pe, ma je w pracy. Plastykowa czarna forma. Ma otwor na spuszczanie wody na przykład na zimę. Ładnie się prezentuje, choć nieduże, rybki kolorowe sobie pływają. Mogłabym takie mieć. Ciekawe ile może kosztować.
Dziś także pierwszy zbiór. Małzonek  oberwał gruszkę Konferencję. Cały wielki koszyk. Może z 10 kilo albo i więcej. Po około 2 kilo sprezentowałam Idze i Elizie (czyli na dwa domy). Na razie są twarde, ale jak skruszeją podobno mają być smaczne - tak bynajmniej orzekł swego czasu pan Jan.
Zeszliśmy z działki ok. godz. 18oo. Zachodziło słońce. Byłam bardzo, bardzo zmęczona.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  59 523  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

------Koperkowo--------- świat zamknięty w czterech --------arach ---------------- a zachwytu co niemiara

Ulubione strony

BLOGI PRZYJACIÓŁ

MOJA STRONA I MOJE BLOGI

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 59523
Bloog istnieje od: 2900 dni

Horoskop

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl