Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 273 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

DACH

poniedziałek, 23 kwietnia 2012 21:30

Będę miała dach. Może już jutro. Po zimowej ponad półrocznej przerwie prace ruszyły w miniony czwartek. Kierującym robotami jest pan Zbyszek, ten sam co kierował budowlanką. Zasłabnięcie, które go dopadło podczas tamtej murarki na szczęście nie było groźne, że mógł powrócić do pracy. W piątek miałam ułożony strop, w sobotę stały krokwie. Dziś rozpoczęło się deskowanie i krycie papą.

 

 

W następnej kolejności planuję dokończenie robót murarskich, wstawienie drzwi i okien. Na środę jestem umówiona z działkowiczem - elektrykiem, żeby omówić zakres prac elektrycznych. No i zostanie położenie tynków.

Liczę, że do wakacji wprowadzę się.

 

W sobotę mieliśmy Walne Zebranie Działkowców. Przyszło bardzo dużo działkowców, że nie wszystkim wystarczyło miejsc siedzących. Prezes nawet zażartował, że powinniśmy pomyśleć o rozbudowie świetlicy. To bardzo cieszy. Mnie na tym zebraniu przypadło w udziale przewodniczenie Komisji Uchwał i Wniosków. Przezes przekazał informację, że są prowadzone przez rząd prace w kierunku przekazania Ogrodów Działkowych władzom samorządowym, natomiast przynależność do Polskiego Związku Działkowców nie będzie obowiązkowa. Nie mam odpowiedniej wiedzy, żeby ustosunkować się do tego tematu. Przyzwyczajenia często są hamulcem do zmian. Ale nie jest wykluczone, że byłoby to dla nas korzystne rozwiązanie. Ufam, że my, działkowcy w swojej globalnej mądrości podejmiemy słuszną decyzję: albo przyjmiemy propozycję, albo będziemy protestować.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

AWARIA

sobota, 14 kwietnia 2012 21:33

Miała to być wspaniała sobota. Oczywiście w moim Koperkowie. To nic, że budowa jeszcze nie jest zakończona, bo nie mam "dachu nad głową". Podobno w przyszłym tygodniu mam już go mieć - a więc za kilka dni. Wytrzymam, skoro wytrzymałam ponad pół roku. Jeden z działkowiczów to nawet zauważył, że na tym skorzystałam, bo nie miałam włamania. Do innych "ładnych" domków przyszli nieproszeni goście. Powyłamywali zamki, powyrywali kable, nawet coś tam powynosili.

Kradzieże na działkach to rzeczywiście plaga. Do mojego poprzedniego domku weszli dwa razy. Domek nie był zamknięty, bo ja go nie zamykam. Staram się nie mieć wartościowych rzeczy, szczególnie już po sezonie działkowym. Ale koc mi zabrali - nowy był, kupiłam go na odpuście w Kodniu za 15 złotych. Szkoda mi go, bo był bardzo ładny, kolorowy, z dość grubego polaru. Ale co poradzić?

Nie wszystko wychodzi, jak byśmy chcieli. Tak jak dzisiaj właśnie.

W planie miałam posadzić cebulkę dymkę i posiać maarchewkę, i jeszcze może jakąś rzodkiewkę, czy sałatę. Moje przyjaciółki już dawno nasiały i nasadziły, a ja? To przez to, że codziennie stoję za ladą po 10 godzin i na działeczkę już nie zdążam. Tak więc wszelkie przyjemności zostają mi jedynie na soboto-niedzielę.

No więc dzisiejszy dzień miał być cudowny, bo jutro ma padać deszcz i pewnie będę siedziała w domu. W planie mam uzupełnienie "Kroniki", bo w przyszłą sobotę mamy ogrodowe Walne Zebranie. Chciałabym, aby działkowicze obejrzeli zdjęcia z najpiękniejszych działek w 2011 roku. Przygotowałam także projekt nazw uliczek i alejek w naszym ogrodzie. Chcę działkowiczom przedstawić moją propozycję na tym zebraniu.

Tak więc ta soboto-niedziela miała być wyłącznie "koperkowa". Tymczasem ...

Pierwsze co zastałam - rozwalił mi się skład drzewa. Widocznie wiatry musiały być duże i "sterta" się rozsypała. Miałam więc pierwsze nieplanowane zajęcie. Ledwo skończyłam układać drzewo ... obracam się... a tu widzę, że woda z ziemi spod bocianka wypływa. Zalała cały trawnik, palenisko i już podchodzi pod oczko, i pod drzwi szklarni. Zbaraniałam. Normalnie zbaraniałam. Co robić? Oczywiście najpierw zadzwoniłam do małżonka. Jak dobrze, że mam tę komórkę. I że ją dziś rano naładowałam, i że jeszcze jakieś grosze na niej były. I że małżonek mógł dziś być do mojej dyspozycji. Poradził mi, żebym zadzwoniła do prezesa, żeby wyłączył na jakiś czas wodę. Zmierzyłam także średnicę rury, przy doprowadzającej wodę do mojej posesji, małżonek myślał dokupić jakiś kran. Tymczasem woda się lała, a ja ją wiaderkiem wylewałam. Była brudna, rdzawa i zimna. Ciągle się lała i lała. Buzowała po prostu. Zadzwoniłam do prezesa, że mam awarię. Obiecał, że zakręci. Przy okazji "dołożył" mi, że tak się właśnie dzieje, jak każdy po swojemu robi instalacje na swoich działkach. Ale przecież ja tego nie robiłam, tylko moi poprzednicy. Musiałam mu o tym powiedzieć. Byłam bardzo zdenerwowoana. Chciało mi się płakać. Woda ciągle się lała. Dobrze, że miałam buty gumowe, bo by zupełnie było źle. Strasznie się bałam, żeby woda nie nalała się do oczka, do szklarni. Bałam się, prawie że wyłam. Rura (bocianek), który doprowadzał wodę do beczki ruszał się cały, a woda spod niego. Przypomniałam sobie, że przecież jak kiedyś zaglądałam w to miejsce, to była tam niby studzienka z beczki plastykowej zrobiona i był tam jakiś kranik. Pomyślałam, że może uda mi się do niego sięgnąć i zakręcić go, będzie po kłopocie. Jeszcze szybciej wynosiłam tę rdzawą wodę, już nie do kompostownika, tylko po prostu na trawnik. Kontrolowałam tylko, żeby nie osiągnąć poziomu szklarni i oczka. Przyszedł sąsiad, pan Władysław. Zobaczył co się dzieje. Wyciągnął ten bocianek. Okazało się że pękła jakaś nakrętka. Zadzwoniłam więc do małżonka, i pan Władysław powiedział o co chodzi. Niestety, wody nadal przybywało, a ja ciągle ją wylewałam. W końcu udało mi się obniżyć trochę poziom wody w tej studzience i próbowałam dostać się do tego kraniku, ale ręka okazała się za krótka. Prawie, że ryczałam. I wtedy przyjechał małżonek. Coś tam zakręcał, przy rozdzielczej rurze, co to "miejską" wodę odprowadza na posesje. Potem zabrał ten bocianek, tę rurę i pojechał z nią do majstra. A ja ciągle tę wodę wybierałam. Zdawało mi się, że ręce mi odpadną i pęknie kręgosłup. Ale powoli zaczęło wody ubywać w tej mojej studzience. Zobaczyłam kranik i go zakręciłam.

Jednak woda ciągle nachodziła. Nadal ją wybierałam, ale już miałam czas na odpoczynki. Nawet dla wyprostowania kości zabrałam się za grządki. Posadziłam dymkę, wysiałam marchewkę, rzodkiewkę i sałatę. No i przyjechał małżonek z naprawioną rurą i ją zamontował. Uffff.

Co się okazało. Kranik, który był w studzience służył do odprowadzenia wody z rury na zimę. Zakręcenie jego nic mi nie dało. Mój poprzednik całkiem dobrze pomyślał. Na rozgałęźniku nie było kranu, bo mój poprzednik go zdemontował. Przypuszczalnie dlatego, że na ogródkach często ginęły krany. Więc zrobił tylko na śrubę, którą powinnam zakręcić. Gdybym ja wiedziała, że coś tam można było zakręcić, to "zębami" bym to zakręciła. Ale mnie, blondynce, nie przyszło nic mądrego do głowy, ale nie przyszło do głowy także panu Władysławowi. Cóż. Nie wiem ile wody wylałam. Pewnie z tysiąc litrów, albo i więcej. Po akcji musiałam odpocząć. Zjadłam sobie kanapki, wypiłam herbatę. Siedziałam na krześle, a nogi mi się trzęsły ze zmęczenia.

Cała akcja trwała niewiele ponad dwie godziny. Zadzwoniłam do prezesa, że już awarię usunęłam, że można zakręcić wodę. Tymczasem prezes mi powiedział, że on w ogóle jej nie zakręcił. No tak. Dlatego ta woda ciągle tak się lała. Cóż. Żeby choć mi z jedno kilo spadło z tuszy przy tej akcji, nie miałabym do niego "ale", ale ...

U pana Władysława także pękła rura, dwie rury. Ale u niego nie taka awaria jak u mnie, tyle, że on musi odkopać je.

Odpoczęłam chwilę i zabrałam się za porządkowanie placu boju. Wszędzie rdzawo. Palenisko do wędzenia kiełbasy pełne rdzawej mazi. Wszystko wyniosłam na kompost. Ziemię brudną także. Na koniec zasiałam trawkę i nogami ją uklepałam. Zrobiło się fajnie. Małżonek Miedzianem opryskał drzewka na parcha, bo właśnie od dwóch dni w Internecie jest komunikat na parcha i na rdzę ogniową.


Uffff. I do domu. Ufarbować włosy i wykąpać się.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  59 600  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O moim bloogu

------Koperkowo--------- świat zamknięty w czterech --------arach ---------------- a zachwytu co niemiara

Ulubione strony

BLOGI PRZYJACIÓŁ

MOJA STRONA I MOJE BLOGI

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 59600
Bloog istnieje od: 2901 dni

Horoskop

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl