Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 274 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 20.05.2007r. - niedziela

niedziela, 29 maja 2011 23:17

Piękna niedziela. Jeszcze wiosna, a już pełnia lata. Małżonek pojechał do Warszawy do córek. Puściłam do niego działkowego SMSa. On do mnie oddzwonił i sobie pogadaliśmy przez swoje komórki. Porozmawiałam także z córkami. Nawet fajnie jest mieć taką komóreczkę. Ania kupiła mi nową baterię i teraz komórka dłużej jest czynna. Teraz jesteśmy wszyscy skomórkowani, czyli wszyscy jesteśmy na "łańcuchach", każdy na swoim.

Zadzwoniłam także do mamusi, ale jeszcze z telefonu stacjonarnego. Czuje się dobrze. Pytała, czy nie chcę jeszcze ziemi nad Bugiem. Powiedziałam stanowczo, że nie. Swoją drogą - co one jeszcze kombinują z ziemią. Może znowu będą chciały się sądzić, żeby odzyskać ziemię po dziadku Michale, którą obecnie uprawiają wujeczni. Lepiej niech tak zostanie, jak jest. Mam już dość sporów o miedzę. To tylko zarobek dla sądów i wstyd przed sąsiadami.

 

Ale dziś jestem wolna. Cały dzień wyłącznie do mojej dyspozycji! Przydają się takie dni.

Dziś głównie plewienie, ale także pokosiłam sobie trawkę w moim zagajniczku. Ładnie teraz.

Całe pole podlałam koneweczką. Lubię podlewać koneweczką. Widze wtedy wszystkie moje roślinki, mogę z nimi pogadać. Przy podlewaniu wężem tego się nie doświadcza. I tak wyniosłam w pole pewne ze 400 litrów wody, a może i więcej. Przy tym nachodziłam się. Siłownia - jak się patrzy. Rehabilitacja też niepotrzebna. Cudownie. Nikt mnie nie pogania. Pracuję własnym rytmem, wczuwając się we własne możliwości. Tego nie zapewni żaden rehabilitant, bo im się spieszy.

 

Na obiadokolację zrobiłam sobie parówki na gorąco i kawę na grillu. Smakowało bardzo. Cudownie. W oczku dwa kumaki i dwie zielone Eulalie (mała i duża). Były dziś także ważki i szerszeń. Także przyleciał po wodę. I to jestwłaśnie  prawdziwa poezja.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 19.05.2007r. - sobota

niedziela, 29 maja 2011 21:41

Piękna dziś pogoda, a ja biorę się ostro za kronikę działkową. Na dwunastą umówiłam się w świetlicy z Hanią. Dostałam trochę zdjęć. Gorzej z dokumentacją (historyczną) ogrodu. Zarządy zmieniały się i w dokumentach mało danych. Trzeba pytać najstarszych stażem działkowiczów.

 

Jeśli chodzi o działkę tylnego sąsiada - nie sprzedaje. Małżonek do niego osobiście dzwonił. Tak więc temat zakończony.

 

Jeśli chodzi o moją posiadłość - warzywnik podlałam dziś nawozem. Oplewiłam północna stronę. Zrobiłam trochę porządku przy oczku. I dzień minął, a dziś urzędowałam już od godz. 8,30.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 18.05.2007r. - piątek

niedziela, 29 maja 2011 9:37

Mam komórkę! Długo broniłam się przed nią, aż uległam.

A to za przyczyną syna mojej przyjaciółki, który pracuje w Orange i sprzedaje telefony. Niby mnie przekonał "o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy", ale gdyby nie fakt, że jest synem mojej przyjaciółki, pewnie bym jeszcze była "wolna". Aparat mam po Dorotce - Nokia. U nas w domu we wszystkich sprawach elektronicznych najpierwsza jest Dorotka. Pierwszą komórkę "cegłę" zafundowała sobie jeszcze będąc w Technikum Elektronicznym. Patrzyłam na jej komórkę, jak na księżycowy kamień. Do dziś ona jest naszym domowym przewodnikiem w tym skomputeryzowanym świecie. Dobrze, że ją mamy.

Wracając do mojej komórki - abonament 10 zł miesięcznie, a jak zabraknie "kasy" można doładować kartą. I taki mi pasuje, bo gdybym zgubiła, albo ktoś mi ją ukradł (oby nie) to strata niewielka. Umowę podpisałam na 2 lata, a po tym okresie przechodzi na czas nieograniczony. Myślę, że nauczę się z nią żyć i jeszcze będę zadowolona, że ją mam. Na razie muszę wymienić starą baterie. Nr 501159835.

 

Miałam dziś wywiad dla Radia Plus. Temat - budowa szkoły muzycznej i "Muzyczna cegiełka", czyli kolejny konkurs na muzyczną fraszkę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 14.05.2007r. - poniedziałek

sobota, 28 maja 2011 23:14

Zrobiło się upalnie. Zabrałam się za pisanie działkowej "Kroniki" i zamierzam ją w tym tygodniu wyprowadzić. Może nic mi nie przeszkodzi w tym postanowieniu.

 

Tylny sąsiad zamierza sprzedać swoją działkę. Małżonek nawet na nią się "napalił". Tylko kto ją będzie obrabiał - mnie moich czterech arów wystarczy. Jesienią, czy zimą nie ma tak dużo pracy, ale na wiosnę - godziny jakby krótsze. Ledwo skończy się jedno plewienie, już trzeba zaczynać następne. I tak ze sześć razy w sezonie, żeby było widać porządeczek. Trzeba się naschylać, oj trzeba. A mój małżonek to do schylania się nieskory. Myślę, że odciągnę go od tego zamiaru.

 

Monika zadzwoniła, że dziś zdała ostatni egzamin przed doktoratem. Obronę ma wyznaczoną na 26 czerwca, a 27 czerwca ma mieć jakąś rozmowę, gdzieś w Niemczech, w sprawie studiów podoktoranckich. Firma sama jej funduje bilet na samolot. Pracuś jest z tej naszej Monisi. Wszystkie zresztą jesteśmy pracusiami.

 

Dziś zrobiliśmy rysunek altanki dla mojej siostry i od razu wysłaliśmy priorytetem, żeby nie marudziła, że długo. Właściwie, to niepotrzebnie się jej pochwaliłam, bo teraz pewnie będę miała ją na głowie. Obym się myliła.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 13.05.2007r. - niedziela

środa, 18 maja 2011 21:39



Nie jestem przesądna i w zabobony nie wierzę. Ale nie lubię, jak mi czarny kot drogę przebiega, bo muszę wtedy zatrzymać się i zrobić obrót o 360 stopni, żeby pójść dalej. Podobnie sprawa ma się, gdy wyjdę już z domu, a za chwilę okazuje się, że czegoś zapomniałam, bo muszę wtedy wrócić i zdrowaśkę przesiedzieć na krześle. Albo jak bieliznę przez nieuwagę odwrotnie nałożę, muszę się spodziewać, że coś mi nie pójdzie po myśli. Sama trzynastka jeszcze taka zła nie jest, ale dwie trzynastki nie raz mi dokuczyły. Tak samo było i dzisiaj.

13 maja - piękna słoneczna niedziela. Przed południem zrobiłam małe pranie, na obiad krupnik z pęczaku na żeberkach (ugotował się dość szybko, bo kaszę namoczyłam wieczorem), spokojnie go sobie zjadłam i spakowałam się do wyjścia. Zadowolona zadzwoniłam do mamusi. Akurat siostry nie było w domu, więc mogłyśmy spokojnie sobie porozmawiać. Powiedziała, że siedzi w domu, że jest zamknięta na klucz, żeby złodziej do domu nie wszedł. Sama też wyjść nie może. Nie ma kluczy, bo mogłaby je zgubić. Siostra też boi się, że mamusia mogłaby wyjść, ale nie wiadomo czy potrafiłaby sama wrócić. Dlatego ją zamyka, gdy gdzieś wychodzi, czy wyjeżdża. Czasem na długo. Jednym zdaniem - mamusia jest w klatce, jak niektóre jej koty. Rozmawiałyśmy, że może przecież mieszkać u mnie. Niechby od siebie odpoczęły, choćby na jakiś czas. Ale mamusia powiedziała, że nigdzie nie chce jechać. Jej tak dobrze. Już się nie kłócą. Są sobie potrzebne. Powiedziała mi też w sekrecie, że siostra kupiła sobie grilla, że urządza sobie działkę, bo chce jak najszybciej wyprowadzić się z tego starego domu, gdzie tylko szczury i myszy. Na moje pytanie, co by zrobiła, gdyby coś złego w domu się działo, a była sama - odpowiedziała, że wybiłaby szybę i wołała o pomoc sąsiadkę. Na wsi słychać daleko. Żebym się nie martwiła - poradzi sobie.

Ale jakże się nie martwić. Przegadałam z swoimi myślami całe popołudnie. Zabrakło czasu i motywacji na jakąkolwiek pracę w warzywniku. Humor poprawiła mi nowa żabka, jakby córka Eulalii. Też zielona z paskiem na grzbiecie, jeszcze malutka.

Wieczorem zadzwoniła siostra. Całe popołudnie do mnie wydzwaniała, a że ja nie posiadam komórki, tylko telefon stacjonarny w domu, więc była szczególnie niezadowolona. Chodziło jej o rysunek mojej altanki, żebym jak najszybciej wysłała, bo już nagrała majstra do stołu i ławki, a ze zdjęcia trudno wyczytać wymiary. I żebym wysłała jej priorytetem. W rozmowie była bardzo niesympatyczna, szczególnie gdy rozmawiałyśmy na temat mamy, że znów zaiskrzyło między nami. A już myślałam, że po ostatniej naszej wizycie, zbliżamy się do siebie - tymczasem znów o krok dalej, aż strach pomyśleć co dalej.

A zapowiadało się ładne popołudnie. Może to przez tę trzynastkę?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 12.05.2007r. - sobota

poniedziałek, 16 maja 2011 23:10

Cały tydzień deszczowo-burzowy. Podlewanie działki miałam więc z głowy, zaglądałam tylko czy wszystko stoi na miejscu, czy nie było nieproszonych gości i żeby podlać w szklarence rzodkiewkę. Rośnie bardzo ładnie - pewnie niedługo będzie pierwszy zbiór.

Odżałowałam 20 zł i kupiłam w E.Leclerc pergolę na pnącą różę, a małżonek w prezencie kupił mi płotek, który ma odgradzać przychodnikowy skalniak od warzywnika. Pomaluje się go na zielono i będzie ładnie. Dziś wieczorem razem z Anią dostarczyli mi te zakupy na działeczkę.

Dziś pogoda mi dopisała, więc cały dzień przesiedziałam w moim uroczym Koperkowie. A to chwasty, a to trawa, no i przygotowałam miejsce na nowy płotek. Poprzedni właściciele obłożyli skalniak kamieniami. Wszystkie powyciągałam i złożyłam pod winoroślą. Sporo jego uzbierało się. Teraz pod winoroślą jak w kamieniołomie. Małżonek zapokostował płotek przed malowaniem. I dzień minął.

A na tygodniu - w sklepiku z powodu pogody obroty bardzo mizerne. Jedynie frekwencję ratowało ksero. Zarobek niewielki - raczej forma reklamy sklepiku i okazja dla petentów GUS do wyrażenia swoich poglądów na temat rządów w mieście i w kraju. Oczywiście (według zasady - klient zawsze ma rację, nawet jeśli jej nie ma) wypada się tylko z klientem zgodzić. Raz zdarzył się klient bardzo nerwowy, że i mnie się dostało - byłam posądzona przez niego o współpracę z GUS. Był spoza Radomia, nawet dobrze Radomia nie znał. U mnie ksero akurat było w trakcie remontu. Odesłałam go ... na dworzec. Facet się wkurzył. I miał rację. Zimno, że i psa z domu żal wyrzucić, a tymczasem w GUS nie robią petentom kserokopii, tylko wysyłają ich w miasto. W ZUS takiego problemu nie ma - urzędnicy sami sobie robią kopie na swoim sprzęcie. A w GUS jest inaczej. Też bym się wkurzyła. To samo miasto, ta sama Polska.

Dorotka w tym tygodniu była w Wiedniu na konferencji dźwiękowców. Uczelnia zafundowała jej wyjazd. Wróciła bardzo zadowolona. Poznała sporo ludzi z branży, także z polskich uczelni, gdzie uczą dźwięku. Jakiś niemiecki dźwiękowiec zainteresował się jej rekonstrukcją dźwięku w "Dziewczętach z Nowolipek". Wydaje się, że ten kierunek studiów na dzień dzisiejszy ją interesuje.

Inna dobra wiadomość z tego tygodnia - do 12 czerwca biura projektów mają złożyć swoje koncepcje szkoły muzycznej i specjalne jury wybierze głównego projektanta. Znaczy, że wszystko odbywa się zgodnie z harmonogramem, chociaż nas (stowarzyszenia) o tym oficjalnie się nie informuje. Ale ja tym się nie przejmuję. Myśmy już dużo wnieśli swojej pracy społecznej, teraz niech władza dalej pracuje. Chyba, że będą problemy...

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 5.05.2007r. - piątek

poniedziałek, 16 maja 2011 1:26

Dziś Ireny. Gdyby Irka żyła, miałabym darmową szkołę ogrodnictwa...

A tak - zaliczam drugą wiosnę, a czuję się jakbym była dopiero na stażu. Wieczna praktykantka? Nawet nie myślałam (zaczynając przygodę z Koperkowem), że może być tak dużo problemów do ogarnięcia. To, że Irka mówiła, że dobry i nowoczesny rolnik, to nie dawny chłop na wsi. Że od samych oprysków i nawozów może głowa boleć, a żeby jeszcze było ekologicznie? Studia - to za mało. Trudno było w to wszystko uwierzyć, co mówiła. Jednak miała rację.

 Dziś prawie 10 godzin pracowałam w polu, żeby nie powiedzieć harowałam. Oplewiłam wszystkie marginesy i sumiennie podlałam cały areał. Iglaczki podlałam specjalnym nawozem dla iglaków. Może się ruszą, bo jakoś mizernie rosną. Nadmarzła kukurydza, która zdążyła wykiełkować przed pierwszomajowym ochłodzeniem. Bober i cebula - ocalały. Zmarzł także orzech i wszystkie kwiaty na jabłonkach. Może jedynie winorośl uratuje się. Małżonek prorokuje, że owoców to nie będę miała w tym roku. Opryskał jabłonki tylko na parcha, żeby w przyszłym roku owocowały.

 Jutro wolne. Świętuję. Idziemy z małżonkiem w gości.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 4.05.2007r. - piątek

poniedziałek, 16 maja 2011 0:39

Dziś podlałam warzywnik biohumusem. Trochę z tym roboty, ale trzeba od czasu do czasu podkarmiać moje Koperkowo, bo bardzo chude. Może kiedyś nawiozę porządnej ziemi ogrodowej, wtedy mniej będę wydawała na nawozy. Ale to już bardzo duża inwestycja. Przydałoby się ok. 8 m3, żeby choć uzyskać warstwę 10 cm. Z transportem, jak już się zorientowałam, ok. 1000zł. To niemal połowa tego, co zapłaciłam za całą działkę. Tylko niektórzy działkowicze mają tę inwestycję za sobą, bo albo sami zainwestowali, albo ich poprzednicy.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 3.05.2007r. - czwartek

niedziela, 15 maja 2011 17:37

Byłam z małżonkiem u mojej mamy. Jego stary "Polonez" spisał się bardzo dobrze. Żadnych nieprzewidzianych przystanków nie było. Pogoda także nam dopisała. Odwiedziny również udały się, pomimo iskrzenia pomiędzy mną a siostrą w ostatnim czasie. Pochwaliłam się im swoją działeczką. Siostra obejrzała bardzo pilnie moje zdjęcia, kilka nawet jej zostawiłam.

          

Szczególnie spodobał się jej stół w altance i ławka. Nawet poprosiła, bym przysłała jej wymiary, bo może taki sam sobie postawi na swojej posesji. Mamie zaś, ponieważ już zdjęć nie widzi, opowiedziałam o swoim ogrodzie. Niby słuchała z wielkim zainteresowaniem, uśmiechała się, ale wydaje mi się, że nie bardzo do niej moja radość z posiadania działki docierała. Chciałam ją wciągnąć w rozmowę o pietruszkach, porach i selerach, ale ona jakby nie wiedziała co to jest pietruszka, por czy seler. Myślę, że mama bardzo zestarzała się i już nie pamięta czasów, gdy ona była gospodynią. Inna sprawa, że mama więcej była rolnikiem niż gospodynią. Detale, o których ja jej opowiadałam, mogły być dla niej mniej ciekawe. Dla niej wyzwaniem były pola i łąki, a nie jakś działeczka i jakaś pojedyncza marcheweczka.

 

Podjechaliśmy na "futur". Siostra chciała pochwalić się swoją budową. No cóż - szkoda słów i mamy emerytury. Tyle, że mama była, że zobaczyła na co córka wydaje jej pieniądze, bo banki nie chcą już jej kredytować i że ruszyła się z domu na swoistą wycieczkę. Kto wie czy to nie ostatnia jej podróż na futur. Mamie zaczyna plątać się przeszłość z teraźniejszością. Nie chciała za długo na futurze siedzieć, bo chciała wracać do swoich dzieci. Szybko jednak się połapała, jak zapytałam o te jej dzieci, uśmiechnęła i poprawiła się, że do kotków. Siostra zafundowała jej na starość kociarnię. Nie udało mi się policzyć ile ich mają. Jedne w klatkach, inne wolne. Mają być lakarstem na szczury - podobno jest ich pełno, także na wsi, tylko ludzie nie przyznają się, że i u nich grasują. O wnukach, że ma, pamiętała wszystkie, ale już imion i cokolwiek o nich - już nie potrafiła powiedzieć. Pamiętała także, że jedna jej córka nie żyje. Ze mną od czasu do czasu rozmawiała jak z obcą osobą. Trudna jest starość.

W drodze powrotnej odwiedziliśmy w sąsiedniej wsi ciotkę, mamy starszą siostrę. Z ciotki pamięcią jest jeszcze gorzej niż z pamięcią mojej mamy. Był akurat brat z bratową, więc mieliśmy okazję pogadać o naszej rodzinie i naszych problemach. Jak zawsze, gdy przyjeżdżamy, zaglądamy na parafię i obchodzimy groby rodzinne. Pogadamy z napotkanymi po drodze znajomymi. Na dłuższe wizyty ciągle brakuje czasu. Może jak już będziemy wolni od pracy, jak obydwoje będziemy na emeryturach, może wtedy uda się nam na dłużej rozgościć. Marzy mi się choć tydzień takiego urlopu. Marzy mi się ...

Na razie jednak, czas nas goni. I tak, dziś już późnym wieczorem, byliśmy z powrotem. Jeszcze wstąpiliśmy na działeczkę. Posadziłam mamusine stokrotki, które rosły między ulami i orzech laskowy z sadku. Przywiozłam także pieniek i drewniany wazonik, pamiątkę po ojcu.

 

Do tej pory każda wizyta u mamy i nawet krótki spacer nad Bugiem mnie wzmacniały.

Dziś w sumie, pomimo udanej podróży, jest mi źle.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z DZIAŁKOWEGO PAMIĘTNIKA - 2.05.2007r. - środa

środa, 04 maja 2011 20:30

W handlu długich weekendów raczej nie ma, więc i ja dziś za ladą całe 10 godzin. Ale nie napracowałam się. Mało było klientów. Było więc sporo czasu na pogaduszki.

Po pracy odbyło się u mnie w sklepiku zebranie szachowe. Do wielkiego turnieju coraz bliżej, a w sprawach organizacyjnych wiele problemów. Rozmawiałam na temat tego turnieju z Jakubem Kluzińskim, jako radnym miejskim. Wyłożyłam mu swój punkt widzenia. Ma temat rozpoznać i pomóc w promocji turnieju. Fajnie by było, gdyby 1 czerwca w mieście "rządzili" szachiści. A gdyby tak jeszcze stało się to tradycją? Ależ ze mnie marzycielka.

 

Ostatnio w "Gościach Niedzielnych" było trochę o mnie. W jednym w tle Warsztatów Szachowych w Starachowicach, w drugim o moich baśniach. Miło.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  59 569  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O moim bloogu

------Koperkowo--------- świat zamknięty w czterech --------arach ---------------- a zachwytu co niemiara

Ulubione strony

BLOGI PRZYJACIÓŁ

MOJA STRONA I MOJE BLOGI

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 59569
Bloog istnieje od: 2901 dni

Horoskop

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl