Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 272 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

NOCNE PRZYGODY PUSI

niedziela, 19 maja 2013 21:56

Dziś święto ludowe – Zielone Świątki. Od wczoraj od rana jestem z Pusią w Koperkowie. Przyjechałyśmy rano rowerem. Przywiozłam cały majdan niezbędny do nocowania – oczywiście dla Pusi, bo swój mam już dawno zwieziony. A więc  karmę, puszeczkę i rękawicę do szczotkowania Pusi. Właśnie w ubiegłym tygodniu Dorotka mi ją kupiła. Żadne szczotki, żadne grzebienie nie zdały egzaminu tak, jak ta skórzana rękawica z gumowymi kolcami. Pewnie Pusia myśli, że to ogromny jęzor jej matki, która (niestety) po dwóch tygodniach Pusię  odrzuciła od stada i Pusia trafiła do ludzi, do moich przyjaciół, którzy ją butelką ze smoczkiem wykarmili. Do dziś pozostały u niej oznaki sieroctwa.

Na działeczce mam już wszystko posiane i posadzone. Teraz tylko podlewanie i pielenie, i czekanie na plony. Pierwszy szczypiorek jadłam już wczoraj na śniadanie. Także pierwszą rzodkiewkę – z pola i spod folii. Serce się raduje, jak patrzy się na kwitnącą przyrodę, na pierwsze owoce. Żeby tylko jeszcze w naszej polityce było podobnie. Tymczasem toczą się debaty sejmowe nad przyszłością naszych ogrodów. Posłowie debatują nad dwoma projektami: nad naszym tzw. obywatelskim i nad projektem Platformy Obywatelskiej. W sumie były złożone cztery projekty, ale tylko te dwa przeszły do dalszej legislacji. Oczywiście –jestem za naszym projektem. Mówi się w mediach, że projekt PO przewiduje uwłaszczenie działkowców takie, że stracą wszystkie dotychczas nabyte prawa i nawet nie dostaną odszkodowania. Ciekawa jestem jak zachowają się posłowie z mojej partii, czyli z PSL. Co prawda podpisali się pod naszym projektem, ale jak zagłosują – trudno przewidzieć. Milion rodzin to duży elektorat. Zobaczymy. Może nas obecny rząd nie wyrzuci z działek, jak w swoim czasie Bierut. Do lipca ma być ustawa już opracowana.

Dzisiejsza noc była moją pierwszą nocą w tym roku w Koperkowie. Oczywiście Pusi także, nie wiem czy ona kiedykolwiek spędziła całą noc na działce, bo to co dzisiejszej  nocy działo się, było niesamowite.

Pusia jest kotem łownym. Norweżka leśna. Duża. Waży 7,5 kilo. Jak na kota łownego przystało – w dzień śpi, zaś w nocy pracuje. Wstaje między trzecią a czwartą nad ranem, jeszcze jest ciemno, ale za chwilę ma się rozwidniać. Oczywiście mnie także budzi. Najpierw manifestacyjnie drapie mocno w dywan, a jak nie pomaga w dywan to po kanapie, a jak to nie skutkuje to wtedy łapą. Do skutku, aż wstanę. Bywa, że nie chce mi się wstawać, wtedy odwracam się do niej plecami (ona też tak robi, jak coś jej nie odpowiada). No to wtedy potrafi zajść od ściany i dopiąć swego. Więc wstaję, nakarmię ją, wygłaskam – teraz wyszczotkuję i już jestem wolna. Mogę dalej iść spać. Około godziny piątej  Pusia też idzie spać. Także wieczorem najchętniej by przesiedziała na klatce schodowej, obwączując wszystkie stopnie schodów przez wszystkie piętra. W ramach przygotowań do dzisiejszego noclegu od kilku dni przygotowywałam ją do spotkania z naturą, a więc namawiałam ją, żeby wyszła na powietrze, a nie obwąchiwała schody. Raz mi się nawet udało, że nawet nie chciała wracać do domu na noc. Podobnie było i dzisiejszej nocy.

Po mojej wieczornej toalecie, po zorganizowaniu kuwety dla Pusi, po nakarmieniu i wyszczotkowaniu Pusi za dobre zachowanie przez całą sobotę, po zamknięciu okien i drzwi -  ok. godz. 21przyłożyłam się do poduszki. Pusia nie była zdecydowana, gdzie ma spać. Kręciła się to tu to tam, ale miejsca sobie nie znalazła. Ani druga wersalka, ani żadne krzesło, ani szafa amerykańska – nie pasowały jej. Wzięłam się za lekturę „Opowiadań” Konstantego Paustowskiego (wydanie Książki  i Wiedzy z 1951r. – a więc książka ma tyle lat co i ja). Ale jakoś to czytanie mi nie szło. Słabe światło, słabe okulary i ta Pusia, która nie może do snu się ułożyć. Odłożyłam książkę. Przywołałam Pusię (stawia się na każde zawołanie), pogłaskałam ją, a ona mnie do drzwi prowadzi. Jeszcze było widno, więc pomyślałam - niech sobie stworzenie pochodzi po ogrodzie. Dochodziła dziesiąta, a ona nawet nie myśli wracać. Oczywiście stawia się, jak ją zawołam, ale zaraz wraca do ogrodu. No i rób kobieto, co chcesz. Zostawić otwarte drzwi na całą noc – trochę strach – a nóż niepożądany ktoś wejdzie. Pomyślałam więc, że zostawię jej okienko „łazienkowe”. Już nauczyła się z niego korzystać, chcąc iść na skróty. Okieneczko malutkie – niepożądany gość przez nie nie wejdzie, chyba że jakiś karzeł. No i zostawiłam jej to okienko – niech się rządzi.  Zaraz zrobiło mi się zimno. Doubrałam się więc, przywołałam Pusię, gdzie ona jest. Zaraz weszła przez okienko i zaraz z powrotem zeskoczyła. Wyraźnie nie myślała iść spać. Ja też nie mogłam usnąć – czuwałam co ona robi. W końcu przyszła. Weszła od strony ściany do mojego posłania, przytuliła się – śpimy. Fajnie. Nie zamykam okna, bo może będzie wolała wyjść na dwór zamiast skorzystać z kuwety. Długo nie pospałyśmy. Wydała jakiś dziwny pomruk i wyszła przez okienko. Pomyślałam – za  potrzebą. Dobrze. Za kawałek wróciła. Znów położyła się obok mnie od ściany. Śpimy. Nie słyszałam jak schodziła z łóżka. Usłyszałam głośne syczenie, warczenie,  trudno to opisać, bo nawet jak Ania pierwszy raz przywiozła Fifi (czarną Brytyjkę) to tak nie warczała. Zerwałam się z łóżka – co się dzieje? Pusia siedzi w okienku najeżona i warczy, że aż strach do niej podchodzić. Jeża zobaczyła, czy może kreta?

 – Pusia, Pusia – mówię do niej. – Nie bój się. Choć spać. Zamkniemy okienko i nikt do nas nie wejdzie.

Ale gdzież tam. Wyskoczyła przez okno i pobiegła do ogrodu.

Cóż miałam robić. Niech poluje – zostawiałam ją i poszłam spać. Za długo nie pospałam. Straszny , ale to straszny miaukot  zerwał mnie na równe nogi. Nic tylko jakiś pies ją dorwał. Otworzyłam drzwi, żeby ratować Pusię i widzę ją pod altanką i czarnego sporego kota, jak odchodzi za domek. Pusia najeżona warczy, syczy. Znów ją uspokajam, ale gdzie tam. Nie słucha mnie. Pomyślałam, że teraz to pewnie do domu na nocleg nie wróci. Spojrzałam na zegarek – kilka minut po północy. Księżyc dąży do pełni –widniutko, jakby kto oświetlił całe pole. Z dala słychać ujadanie psów. Jakby to była pełnia – można by pomyśleć wilkołakach. Przygotowała dla Pusi legowisko na werandzie na leżaku, żeby nie leżała na zimnym betonie, czy na trawie. Noc aż taka ciepła nie jest. Pusia powoli uciszyła się.

- No, pogoniła obcego kota – teraz tylko pilnuje, żeby nie wrócił. - I kolejny raz przyłożyłam się do poduszki. Nie na długo. Jazgot był tak wielki, że chyba bo było słychać na całym Godowie. Znów wyskoczyłam z łóżka. Otworzyłam drzwi. Pusia siedzi pod leżakiem na werandzie. Warczy, syczy, jeży się. Chodniczkiem powoli odchodzi ten sam czarnuch. Przez okienko staram się Pusię uspokoić. Powoli wyszła spod leżaka i drzwiami weszła do domku. Zamknęłam okienko, zamknęłam drzwi, jeszcze chwilę z Pusią pogadałam  i położyłam się spać. Pusia pokręciła się po domku w końcu ułożyła się na drugiej wersalce. Nareszcie. Rano (jeszcze było ciemno, ale za kilka minut miało się rozjaśniać) słyszę,  że Pusia  (tak jak ma w swoim harmonogramie dnia) drapie o chodnik.

- Oho, pobudka – pomyślałam sobie. Odwróciłam się do niej plecami, bo jeszcze chciałabym pospać, ale gdzież tam. Pusia weszła na mnie i musiałam wstać. Otworzyłam jej drzwi i pobiegła do ogrodu. Nawet nie do miseczki, gdzie miała przygotowane na noc jedzenie.

- To sobie pochodź – ja idę spać. – I nie wiem, który to już raz przykładałam się do poduszki.

Jak usłyszałam skrzeczące sroki – było już widno. Ale to tak nadawały, że pomyślałam że może dopadły Pusię. Znów zerwałam się na równe nogi. Pusia siedziała w drzwiach i patrzyła na te kilka rozdartych srok. Odfrunęły, jak mnie zobaczyły.Kto wie, czy nie miały złych zamiarów wobec Pusi. Co to dla takich drapieżnych srok jeden kot. Aż ciarki przeszły mi po plecach, jak sobie wyobraziłam to najgorsze...

Dochodziła godzina szósta. Pora wstawać. Zrobiłam sobie gorącej herbaty. Dla Pusi przygotowałam Whiskas - cielęcinę w sosiku kremowym z torebki. Ale Pusia jeść nie chciała. Pokręciła się przy mnie jeszcze godzinkę i poszła spać. To ja też poszłam spać. Przeniosłam pościel na huśtawkę, za chwilę przyszła do mnie Pusia. Ułożyła się w nogach i tak przespałyśmy na huśtawce do obiadu, że nawet Pusi smakowała ta cielęcinka w sosie kremowym. Teraz też śpi, na wersalce, żeby być przy mnie, gdy ja tymczasem uzupełniam dziennik.

Jest godzina siedemnasta. Na termometrze trzydzieści stopni.

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

MAJOWO

niedziela, 05 maja 2013 22:07

Jest niedziela,  5 maja 2013 roku, godzina jedenasta. Jestem na działce, w moim ukochanym Koperkowie. Co prawda na krótko, bo przyjechałam rowerem tylko po tulipany dla Marty, gdyż na czternastą idziemy do niej na przyjęcie imieninowe. Szkoda, że nie mogę dziś przesiedzieć cały dzień, bo dopiero teraz robi się piękna słoneczna pogoda, a całe majowe wolne dni były pochmurne i nawet padał deszcz, nie wspominając, że było zimno, niewiele ponad 12 stopni.

Właśnie uruchomiłam laptopa, którego dostałam od Moniki w „spadku” dwa lata temu i właściwie nie używałam go – jedynie do remanentów sklepowych, żeby nie targać ciężkiego komputera. Jeszcze przydałaby mi się myszka, do której jestem przyzwyczajona, ta laptopowa jest nieporęczna. Na działce mam stolik komputerowy, który miałam jako pierwszy w domu – teraz mam super biurko ze stolikiem komputerowym. Jestem więc usprzętowiona – nic tylko pisać baśnie (może także wiersze, których nie piszę od kilku lat).

Tymczasem dzisiaj wpadłam tylko po tulipany, które wreszcie pięknie zakwitły, bo wiosna jest bardzo spóźniona w tym roku. Przy okazji posprzątałam w domku i zawiesiłam firaneczki – zazdrostki w okieneczkach. Jak to dobrze, że nie powyrzucałam: jedne z mojej kuchni, a drugie jeszcze pozostałe z poprzedniego domku i poprzedniej właścicielki.

Założyłam też pokrowiec na wannę, żeby nie leciały do wody śmieci i żeby woda nie zieleniała od słońca. Tak bynajmniej sobie pomyślałam, a czy zda egzamin mój pomysł – to się okaże. Przyniosłam też z domu odnóżkę rozmarynu do zielnika i ją wsadziłam dodając kompostu. Pozostawiony ubiegłoroczny, niestety, zmarzł, pomimo, że go mocno na zimę opatuliłam.  Widocznie trzeba go na zimę zabierać. Na dziś tyle. Jeszcze tylko zadzwonię do Moniki, że właśnie popracowałam na jej laptopie.   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  59 526  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O moim bloogu

------Koperkowo--------- świat zamknięty w czterech --------arach ---------------- a zachwytu co niemiara

Ulubione strony

BLOGI PRZYJACIÓŁ

MOJA STRONA I MOJE BLOGI

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 59526
Bloog istnieje od: 2900 dni

Horoskop

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl