Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 274 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

DŁUGI WEEKEND

niedziela, 18 sierpnia 2013 22:29

Dziś niedziela - 18 sierpnia 2013 roku. Dochodzi godzina 15. Na dworze cieplutko, na moim termometrze werandowym ułamek powyżej 30 stopni. Dziś autentycznie odpoczywam. Wymościłam sobie huśtawkę, nawet baldachim wykombinowałam z prześcieradła, wyleguję się, czytam Miłosza, uzupełniam dzienniki, kręcę się po ogrodzie i po domku … Powoli mój 4-dniowy weekend wzmocniony jednodniowym urlopem kończy się. Kończy się także laba dla Pusi. Wracamy do normalnego trybu życia. Czyli  od poniedziałku do piątku dziesięciogodzinny dzień pracy, po pracy co najwyżej godzinny spacer z Pusią na czerwonej smyczy, w międzyczasie regularne  obowiązki domowe. I Pusia, niestety,  musi dostosować się do takiego rytmu dnia. Niestety, ponieważ nikt jej nie chce.  A wydawało się, że właściciele Pusi mają tylu przyjaciół, także z willami i ogrodami. Wielu już na emeryturach. Że nie będzie żadnego problemu ze znalezieniem dla Pusi rodziny zastępczej. Na pogrzebie jej Pana były tłumy ludzi. Wszyscy wspominali, jakim był wspaniałym przyjacielem. Jak to ludziom pomagał w ich trudnych życiowych sytuacjach. A teraz, gdy Pusi Pana zabrakło, a Pani nie może nią się opiekować, jakby tamten czas był innym rozdziałem … A Pusia – jak dziecko. Odkąd udało się jej samodzielnie wejść na stryszek w mojej altance, jakby go sobie przywłaszczyła. Po drabinie to już nie wchodzi, tylko wbiega. Trochę gorzej jest ze schodzeniem. Odkąd spadła, schodzi bardzo ostrożnie. Wszystkie noce przespała na tym stryszku. Wstaje nadal raniutko, jeszcze ciemno i cierpliwie czeka, aż zauważę, że chce wyjść na powietrze. Żeby jeszcze miała apetyt taki jak Czarnuszek, który wszystko zjada, co mu się poda i naleje do miseczki (oprócz maślanki), albo Syrenka.  Pusia jest grymaśna. Najchętniej jadłaby tylko Felixy i to z jednorazowych torebeczek. Próby nakarmienia ją czymś tańszym kończyły się łaszeniem po nogach i błaganiem o coś innego, lepszego, a kolejne karmy lądowały w miseczce albo Syrenki, albo Czarnuszka. Może powinnam ją przegłodzić, ale żal mi „sierotki”. Boję się też, że to co wypracowałam przez te prawie osiem miesięcy, zostanie „pogrzebane”. Pusia znów stanie się nieufna, znów zacznie fukać, może nawet drapać – jak było na początku, gdy wzięłam ją do swojego blokowego mieszkania.

 18-08-2013 015.jpg

           

Wczorajszy dzień był dla Pusi wyjątkowy. Przyjechała do mnie przyjaciółka i zajęłyśmy się szyciem. W ruch poszły nożyczki, guziczki, także maszyna do szycia. Pusia cały czas asystowała. Nie przeszkadzało jej nawet, że na stryszku było gorąco, widać  ciekawość była silniejsza od gorąca. Pusia „odkryła” też wczoraj, że woda w stawiku nadaje się do picia. Nawet próbowałam zrobić jej okolicznościowe zdjęcie, jak przysiadła na kładeczce i pije. A dzisiaj obwąchała się z Czarnuszkiem. Już mi się zdawało, że się zaprzyjaźnią, ale niestety Pusia nie jest gościnna i wygoniła Czarnuszka. Jeszcze próbował Czarnuszek wrócić, ale Pusia dopilnowała … i Czarnuszek odszedł, zostawiając pełne miseczki pusinowych  resztek. Może wróci, jak wyjedziemy…    


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

CZARNUSZEK

wtorek, 13 sierpnia 2013 23:46

CZARNUSZEK

Niedziela, 11 sierpnia 2013 roku, godz. 13, temperatura 23°C. Po wczorajszym pochmurnym i chłodnym dniu i po burzy poprzedniej nocy dziś znów zaświeciło słoneczko. Chciałoby się urlopować, ale obowiązek dorabiania na chleb jest ponad. Tak więc jutro do pracy. Jutro też czeka mnie  zebranie Zarządu naszego ROD-u. Mam przedstawić propozycję działek wyróżniających się w tym sezonie. Oczywiście jest to moja jednoosobowa sugestywna opinia jako kronikarki Ogrodu. Kandydatki do nagród i dyplomów będą jeszcze dodatkowo ocenione  przez specjalną komisję, która sprawdzi aktywność społeczną kandydatek, pilność w opłacaniu składek na rzecz Ogrodu itp.  Kto wie – może to już ostatni taki przegląd działek?

Od 2006 roku prowadzę kronikę. Także od kilku lat biorę udział w przeglądach działek. Z roku na rok widać coraz większe zaangażowanie działkowiczów w pracy na działkach. Nawet powstają nowe altanki. Jakby urzeczywistniało się hasło na okoliczność pracy nad ustawą o rodzinnych ogrodach działkowych:  „Ogrody to ludzie nie grunty”. A ustawa?  Nasz projekt obywatelski, który niby jest projektem wiodącym, został przerobiony przez speckomisję poprawkami tak, że trudno ją poznać. Przypomina mi to niegdysiejsze wybory, kiedy to głosowało się na wybrańców narodu, a wyszło „jak zwykle”. Obawiam się, że taki los może spotkać także nasz projekt ustawy. Ale poczekajmy … do zachodu słońca kawał drogi.

Kilka zdań na temat mojej oceny ogrodu. Na 278 działek tylko jedenaście (3,9%) nie spełniło moich oczekiwań.  Wyróżniających się odnotowałam 35 działek(12,5%), pozostałe 83,6% - to działki prowadzone bardzo dobrze i dobrze. Ciekawe co na to nasza działkowa speckomisja? Co na to cały Zarząd Ogrodu? Może nie będzie na zakończenie funkcjonowania starej ustawy żałował kasy na dyplomy i nagrody, bo gdy będziemy „stowarzyszeniem” …

A Pusia nadal nie ma rodziny zastępczej. Jesteśmy od piątkowego wieczoru na działce. Wykopałyśmy ziemniaki, zakisiłyśmy ogórki w słoikach. Umyłyśmy starą wagę dziesiętną – eksponat do naszego działkowego muzeum. I tak zleciały nam prawie całe dwie doby. Dziś odwiedził nas Czarnuszek, ten w białych skarpetkach i rękawiczkach pod białym krawatem. Po późnym śniadaniu przyszedł. Drzwi były otwarte. Położyłam się na chwilę, by odpocząć, a tu słyszę, że pusina miseczka powolutku przesuwa się po podłodze (dopiero co jadłyśmy śniadanie). Otwieram oczy – a tu Czarnuszek sprawdza pusine menu. Zobaczył, że otworzyłam oczy, więc zaraz wyszedł. Wczoraj dałam mu na kolację dwie miseczki maślanki. Wyszłam żeby sprawdzić, czy wypił tę maślankę, ale nadziałam się na Pusię. Właśnie zoczyła Czarnuszka i już chciała go wyganiać ze swojego terytorium. Prosiłam ją - „Pusia, Pusia. Zostaw Czarnuszka, proszę”. I udało mi się. Chwilę popatrzyła na niego i odeszła. A ja poszłam sprawdzić tę maślankę. Nawet nie tknięta. No tak. Dla Czarnuszka jakaś tam maślanka, a dla Pusi rarytasy. Pewnie był ciekaw jakie i dlatego przyszedł sprawdzić pusine menu. Wylałam maślankę. Do jednej miseczki nalałam mleka, do drugiej przełożyłam pusine resztki whiskasa i niedokończoną tartą marchewkę. Nie minęło pół godziny, jak miseczki były puste, tylko marchewka była nie tknięta. Powtórzyłam więc mleko i dołożyłam kilka plasterków kiełbasy (bez skórki, bo Pusia lubi skórkę). Przed chwilą sprawdziłam miseczki – trochę zostawił na kolację. Ach, ten Czarnuszek!

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

SCHODY

poniedziałek, 05 sierpnia 2013 21:12

Koperkowo - 4 sierpnia – niedziela -  godz. 12 – 25 stopni w cieniu. Pierwszy weekend sierpnia przyniósł dla Pusi kolejne doświadczenie. Wyjeżdżając z domu pewnie taka przygoda jej się nawet nie śniła. Ale po kolei.

W piątkowe popołudnie, zanim Polonez po nas przyjechał, żeby nas przetransportować na działeczkę miałam jeszcze wiele domowych czynności do wykonania. Drobne porządki z odkurzaniem dywanów włącznie jeszcze Pusia zniosła. Może dlatego, że nie lubi odkurzacza. Tak samo z pralką, że udało mi się nawet zrobić drobne pranie. Ale już z podlewaniem kwiatków było gorzej. Biegała za mną i miauczała, żeby już wychodzić na dwór … na spacer (przyznać muszę, że w tym tygodniu spacery w szelkach były całkiem udane – bez większych nacisków wracała do domu). Tłumaczę jej jak dziecku, że nie idziemy na spacer tylko wyjeżdżamy do Koperkowa. Co ja się musiałam nagadać, natłumaczyć – aż musiałam otworzyłam jej transporterek, żeby zrozumiała. Radość Pusi była ogromna. Natychmiast wskoczyła do niego, schowała ogonek, żeby go nie przyciąć przy zamykaniu przykrywki. Nawet rozklapała się w  nim, brakowało tylko, żeby powiedziała ludzkim głodem, że jest już gotowa do wyjazdu. A ja jeszcze chciałam wziąć prysznic, jeszcze nie byłam spakowana, jeszcze Polonez po nas nie przyjechał. Mówię do niej, żeby cierpliwie czekała, że „zaraz” będziemy jechać. Ale „zaraz” przedłużało się, bo ciągle nie było Poloneza. W końcu Pusia wyskoczyła z transportera i dawaj odstawiać koncert pod drzwiami. Jeszcze takiego miauczenia nie słyszałam. Dzwonię do małżonka, żeby zapytać o której po nas przyjedzie – nie odbiera telefonu. Znów tłumaczę Pusi, że nic nie poradzę, że musimy czekać: i ona, i ja. Ale Pusia nie rozumie. Stoi pod drzwiami i lamentuje w niebogłosy. W końcu zaczęłam znosić bagaże. Pusia zobaczyła, że już znoszę te swoje bagaże, więc znów wskoczyła do transporterka. Znów schowała swój ogonek, żeby go nie przyciąć przy zamykaniu transporterka i znów rozklapiła się i cichutko czeka obserwując moje dreptanie przy znoszeniu bagaży. Śmiać się, czy płakać? Znów dzwonię do małżonka – znów nie odbiera telefonu. Trudno. Zdecydowałam, że wychodzimy z domu. Nie spiesząc się wyniosłam najpierw Pusię na klatkę schodową (żeby wiedziała, że coś się dzieje w kwestii wyjazdu). Powoli wyniosłam na klatkę pozostałe bagaże. Byłam gotowa „znosić się” co pół piętra, żeby tylko jak najdłużej. Jeszcze raz zadzwoniłam do małżonka. Telefon nadal nie odpowiadał. Przygotowałam się, że ostatecznie, jak już zejdziemy na dół, a Poloneza nie będzie, wyciągnę rower i pojedziemy rowerem. Przygotowałam już nawet odpowiednie klucze, już miałam zamykać drzwi, gdy właśnie usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi wejściowe do klatki. Za chwilę przyszedł małżonek. Ufff…. Po drodze opowiedziałam mu jak to Pusia na niego cierpliwie czekała.  Piątkowo-sobotni nocleg nie przyniósł niespodzianek. Pusia pozwoliła mi się wyspać i sama także wyspała się (na biureczku za laptopem). Na sobotnie popołudnie zaprosiliśmy gości (Martę i Stasia). Nie byli jeszcze w Koperkowie. W związku z tak ważnymi gośćmi miałam sporo krzątaniny. Poprasować obrusy, pozamiatać podłogi, a jeszcze ogórki czekały do kwaszenia. I takie różne drobiazgi, że nawet musiałam wejść na stryszek. Pusia towarzyszyła mi prawie cały czas, nawet gdy byłam na stryszku - patrzyła z dołu. W końcu zdecydowała się i z bojaźnią w oczach i z drżącym ogonem na trzęsących się ze strachu nogach wdrapała się na stryszek po schodach.

30.07.2013 003.jpg

Jakaż była szczęśliwa, gdy się tam dostała! Wiedziała przecież co tam jest, bo już kiedyś w transporterku tam ją zaniosłam. Ale to nie to samo, co samej wejść. Pozwoliłam jej długo tam pobyć, ale zejść nie potrafiła. Trudno. Wpakowałam ją do transporterka i za chwilę znalazła się na parterze. Jaka była zdumiona, że tak szybko wylądowała! Za niedługo patrzę z kuchni, a Pusia przybiega i prosto pakuje się na schody. Spodobało się! No dobrze, ale ja nie będę jej co chwilę znosiła w transporterku  na dół – przecież to 7,5 kilo żywej wagi, a jeszcze transporterek z kocykiem w środku – 8 kilo bankowe. Znów pozwoliłam jej poplądrować na stryszku. Nawet wzięłam ją na ręce i pokazałam przez na pół zamknięte okieneczka jaki piękny jest świat z wysokości. Gdy ją postawiłam na podłodze – sama próbowała sięgnąć okieneczka, ale niestety – za wysoko. Tę wycieczkę zakończyłam zniesieniem Pusi na dół na rękach. Trochę to było ryzykowne, bo Pusia nie lubi być długo na rękach (co najwyżej kilka sekund), nawet zaczęła się wyrywać. Ciarki przeszły mi po plecach, ale nie było odwrotu. Zamknęłam schody, ale do połowy. Przyjechał małżonek i znów mu opowiadam, jaka Pusia była dzielna. Siedzimy w kuchni – Pusia na stoliku przy złożonych do połowy schodach. Nagle Pusia podnosi się i próbuje sięgnąć łapką schodów. Nawet prawie ich dotknęła. Cóż. Rozkładam schody, a  Pusia natychmiast ładuje się na stryszek. Całkiem sprawnie udał się jej popis, że małżonek nawet wszedł za nią, żeby ją pogłaskać w nagrodę. A merdała ogonkiem, a merdała… Ale znów problem z zejściem. Jednak musieliśmy skorzystać z transporterka, Pusia się bała. Próbowała kilka razy, ale jednak … Tymczasem nadszedł wieczór. Goście rozjechali się. Małżonek poszedł spać na stryszek, a Pusia … za nim. Zaniosłam jej kuwetę (na wszelki wypadek). Schody zostawiłam otwarte… Minęła noc. Zaczęło świtać, ale jeszcze było ciemno. Wchodzę na stryszek, zobaczyć Pusię, a ona siedzi przed jednym z okienek wpatrzona w jego światło, jakby się modliła – że nawet mnie nie zauważa. Zeszłam na dół – niech się modli. Położyłam się do łóżka, ale pilnie obserwuję schody. Było po piątej, gdy usłyszałam, że coś przy schodach się dzieje. Nie odzywałam się, cichutko obserwowałam  Pusię. Udało się jej zejść na jeden schodek i zrezygnowała. Udaję, że nie widziałam. Minęło może pół godziny, znów słyszę ruch przy schodach (małżonek nawet nie obudził się). Pusia znów próbuje sama zejść po schodach. Udało się zaliczyć trzy schodki, a schodków jest jedenaście! Było dobrze po szóstej. Słyszę drapanie w kuwecie. Odkąd jesteśmy w Koperkowie nigdy z kuwety nie skorzystała, ale widocznie … w tej sytuacji … Po chwili znów jakieś ruchy przy schodach. Patrzę, nie przeszkadzam, podziwiam. Pusia zeszła sama na dół. Dopiero wtedy „obudziłam się”, Pusia przybiegła do mnie natychmiast, jakby chciała się pochwalić swoim wyczynem, za co została porządnie wygłaskana. Zanim małżonek obudził się na dobre, Pusia  jeszcze zaliczyła jedno ćwiczenie i … zamknęłam schody. Znów opowiedziałam małżonkowi o pusinym wyczynie i znów małżonek pogłaskał ją w nagrodę. A merdała ogonkiem, a merdała …

 Może jest gdzieś w świecie ogród z domem i ze schodami na strych  nie tylko na letnie weekendy …dla Pusi.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  59 574  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

------Koperkowo--------- świat zamknięty w czterech --------arach ---------------- a zachwytu co niemiara

Ulubione strony

BLOGI PRZYJACIÓŁ

MOJA STRONA I MOJE BLOGI

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 59574
Bloog istnieje od: 2901 dni

Horoskop

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl