Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 273 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

JESIENNIE

niedziela, 29 września 2013 21:02

Piękna jest jesień w moim Koperkowie.

29.09.2013 023.jpg29.09.2013 040.jpg

29.09.2013 046.jpg

 

29.09.2013 048.jpg

29.09.2013 051.jpg

29.09.2013 056.jpg

29.09.2013 058.jpg

29.09.2013 060.jpg

29.09.2013 061.jpg

29.09.2013 062.jpg

Moje zdjęcia mogę  oglądać godzinami. Jakbym tam była. Pietruszkowe Koperkowo to  mój świat zamknięty w czterech arach.

Żeby tylko władza nie odebrała mi tej miłości? Słuchając relacji mediów niespokojne moje serce.

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

KONFERENCJA

niedziela, 29 września 2013 20:33

KONFERENCJA

No i mamy jesień. Właśnie zaliczam ostatni weekend września w moim ukochanym Koperkowie. Jest godz. 19.26.  Na dworze już ciemno i zimno. Pada deszcz. W domeczku też jest zimno, bo tylko  9°C. Wyciągnęłam więc farelkę i podgrzewam się troszkę. Pokoiczek  malutki, więc szybko robi się ciepło. Dodatkowo, żeby ciepłe powietrze nie uciekało do kuchni, zawiesiłam zasłonę w przejściu. Jak to dobrze, że pod tę zasłonę wcześniej zainstalowaliśmy karnisz, a właściwie drążek do podciągania się. Kiedyś służył mnie i moim dzieciom do ćwiczeń gimnastycznych. Teraz będzie trzymał zasłonę. Gdybym miała kominek …

29.09.2013 016.jpg

Głównym zadaniem na dzisiaj była Konferencja – stara wierna grusza. Każdego roku daje mi bardzo dużo gruszek, ale w tym roku to chyba był jej życiowy rekord – około 100 kilogramów. Uwielbiam ją. Także mój małżonek zachwyca się smakiem jej gruszek. Placki gruszkowe mógłby jeść na okrągło.  Dżem gruszkowy mamy cały rok. Jest wspaniały – do chleba z masłem, do sera białego i żółtego, a nawet jako dodatek do mięsnego dania. I co ważne – gruszki Konferencji są bardzo łatwe do przetworzenia. Gdy sobie trochę poleżą, gdy będą już wystarczająco soczyste - tylko obrać, wyjąć gniazda nasienne i rozgotować. Gorące nakładać do słoików. Słoiki poodwracać do góry dnem, aż przestygną. Gotowe ometkować i wynieść do spiżarni.

29.09.2013 021.jpg

Oberwałam też dzisiaj starą jabłonkę. Ledwie 5 kilogramów. Myślę ją wykarczować. Z roku na rok się przymierzam i jakoś nie wychodzi, a plon  z niej też z roku na rok mniejszy. Nie zachwyca także smakiem. Dziś na ogrodzie sprzedawano obornik. Kupiłam końskiego trzy woreczki po 6 złotych. Dwa od razu rozłożyłam w truskawkach i w poziomkach. Przy okazji tego nawozu wypróbowałam moją smerfną taczkę. Taczka świetnie zdała egzamin, choć ciągnąć ją po trawiastych alejkach nie było lekko.  

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

KONIEC LATA

niedziela, 22 września 2013 17:02

Dziś ostatni dzień kalendarzowego lata. Jest 22 września - niedziela - godz. 15:00. Temperatura 16°C. Chłodno, pochmurno, wietrznie. Dziś z domu nie wychodzę. Odpoczywam po wczorajszym balowaniu na weselu. A jest po czym, bo wesela w "Jaworze" zawsze są wypasione, a kondycja już nie ta co jeszcze kilka lat temu. Cóż - latka lecą.

 21.09.2013 002.jpg

21.09.2013 006.jpg

Tak więc z racji wesela ostatni letni weekend poza Koperkowem. W zasadzie - bo wczoraj na godzinkę wyrwałam się z domu. Głównie chodziło o rower, który już tydzień tam nocuje, a może być mi wkrótce potrzebny. Przy okazji przywiozłam warzyw. Miało być wszystkiego po trochę, a zapakowała się cała siata. No bo to kilka ziemniaczków, dwa kabaczki, marchewka, pory, seler, buraczki. Urosła już fasolka żółta jako poplon, maliny - już chyba końcówka, pozbierałam spadającą Konferencję, zerwałam jabłka z młodej jabłonki (jedyny jabłczany plon - reszta jabłonek nie rodziła w tym roku). A to koperek, a to ziółka, lawenda do szafy na zimę i całą siatę załadowałam do skrzyneczki na bagażniku roweru, że ledwo ze wszystkim przeszłam przez tory. Dobrze, że zostawili nam drogowcy przesmyk w swoich robotach ziemnych, że nie musimy jechać przez Trablice lub pod nowymi godowskimi wiaduktami. Oczywiście przesmyk tylko na jakiś czas. Jak będzie na wiosnę - jeszcze nie wiemy. A na działeczce - jesień. Jakoś tak smutno. Może dlatego, że jeszcze nie było babiego lata.

2.09.2013 056.jpg

Tymczasem szykuję się do nowej inwestycji. Miałam w planie na następny sezon wymienić folię na szklarence. Myślałam o wiośnie. Tymczasem w temacie się zakręciło. W teściowym domu wymieniane są okna. Pomyślałam, że może wykorzystam je do budowy szklarenki. Już nawet gadałam z działkowiczem, który właśnie buduje dla siebie z takich okien. Obiecał, że jak skończy u siebie, to może i u mnie także taką samą wybudować. I tak powoli temat się rozwałkował, że w końcu wyszło na to, że żadne stare okna, tylko nowa szklarenka. Pojechaliśmy więc z małżonkiem do OBI, bo tam małżonek już jakąś wcześniej przyuważył. Nawet nie mówił mi o niej. Jakże mi się spodobała. Konstrukcja stalowa ocynkowana i grube szkło, fajne drzwiczki na zaszczepkę. Po tej wizycie w OBI jeszcze pobuszowałam sobie w Internecie i ostatecznie wyrobiłam sobie pogląd, że nie ze szkła - tylko z pleksy. I nie konstrukcja stalowa ocynkowana, tylko aluminiowa. Z wyprzedaży szklarenka 8,4 m2 spodobała mi się. Ponad 1600 złoty ... wzięłam głęboki oddech . Obecnie szklarenka jest już w trakcie realizacji zamówienia. Bardzo jestem ciekawa, jaka jest przezroczystość tej pleksy. Ale jaka by już nie była - będzie bezpieczniejsza od szkła. Zrobimy dla niej fundamencik z bloczków betonowych. Ale to już na wiosnę. Będzie nieco większa od obecnej, dlatego też muszę nieco przemeblować jej otoczenie - i to już teraz.

szklarenka.jpg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

DZIAŁKOWE DOŻYNKI

niedziela, 15 września 2013 20:30

Kiedy powstały pierwsze ogrody działkowe w Polsce - trudno dzisiaj stwierdzić. Nawet najstarsi ludzie tego nie pamiętają.

Z całą pewnością można jednak powiedzieć, że historię naszego  ogrodu działkowego  rozpoczyna data 25 kwietnia 1978 roku. Wtedy to Wojewódzki Zarząd Pracowniczych Ogrodów Działkowych w Radomiu przekazał teren pod ogród dziesięciu radomskim zakładom pracy.  „Budochem” otrzymał 1 hektar ziemi; „Transbud” – 3 ha; „Techmatrans” – 1,7 ha; Chemiczna Spółdzielnia Pracy „Świt” – 0,14 ha; Spółdzielnia Pracy „Sport” – 0,5 ha; Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Surowców Wtórnych – 1,0 ha; Radomskie Przedsiębiorstwo Surowców Przemysłu Drzewnego – 0,45 ha; Rejon Dróg Publicznych – 0,27 ha; Wojewódzki Urząd Telekomunikacyjny – 2,18 ha i Zakłady Metalowe – 3 ha. Ogród o powierzchni 13,32 ha podzielono na działki pracownicze. Na tym terenie powstały 254 działki. Obecnie jest ich 278. Powierzchnia działek to areał  od 300 do 400 m2. Ogród przyjął nazwę „Godów II”. Działkowcy tamtego czasu otrzymywali legitymacje członkowskie, które wystawiała Krajowa Rada Pracowniczych Ogrodów Działkowych przy Centralnej Radzie Związków Zawodowych. Ponadto musieli ukończyć specjalne szkolenie dla działkowców, które organizował Wojewódzki Zarząd Pracowniczych Ogrodów Działkowych. Dziś, jak wiemy, wystarczającym dokumentem jest umowa spisana pomiędzy Zarządem Ogrodu i nabywcą działki.

W 1980 roku pierwszy Zarząd podjął decyzję o nadaniu ogrodowi imienia.       I tak,  na okoliczność obchodów 35. rocznicy zakończenia Drugiej Wojny Światowej, Rodzinny Ogród Działkowy „Godów II” otrzymał imię XXXV – Lecia PRL. Od 2006 roku ogród używa nazwy Rodziny Ogród Działkowy  „Godów II” im. XXXV - Lecia…

… W urządzaniu ogrodu uczestniczyły różne radomskie zakłady pracy.

  1. 1.    Drogę dojazdową wraz z przepustem  zaprojektował i wybudował Rejon Dróg Publicznych
  2. 2.    Inwestorem ogrodzenia był „Inwestprojekt”
  3. 3.    Inwestorem budowy hydroforni, wodociągu i sieci energetycznej były  Zakłady Metalowe „Łucznik”
  4. 4.    Projekt sieci wodociągowej i energetycznej wykonał  „Techmatrans”

Dojazd do ogrodu – komunikacja miejska: autobusy nr 1,7,14, 6 i 23.

Obecnie z uwagi na prace wiązane z budową obwodnicy południowej znacznie pogorszyło się dojście do pętli na oś. Południe (autobusy 1,7,14). Mamy nadzieję, że wkrótce władze ten temat rozwiążą na korzyść nie tylko działkowców, ale także mieszkańców Godowa, Sołtykowa  i Trablic i zostanie wybudowana w ciągu ul. Krynickiej kładka dla pieszych.

Powyższy tekst to część poświęcona historii naszego ogrodu, którą  przedstawiłam na wczorajszych działkowych dożynkach. Właśnie obchodziliśmy 35-lecie naszego ROD-u. Dostaliśmy okolicznościowy puchar od Zarządu Okręgowego Polskiego Związku Działkowców, dyplom dla Ogrodu i dla Ogrodowego Zarządu. Również były złote, srebrne i brązowe odznaki „Zasłużony Działkowiec”.

14.09.2013 033.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Także i ja byłam odznaczona srebrną odznaką „Zasłużony Działkowiec”. Nasz Zarząd Ogrodu uhonorował wyróżniających się działkowców dyplomami. 

 14.09.2013 047.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W działkowych dożynkach uczestniczyło ponad 90 osób. Była wspólna grochówka, kiełbaski z grilla, piwo, woda, soczki i ciasteczka. Dożynkowi goście ucztowali także w podzespołach. Nie brakowało muzyki i tańców. Pogoda dopisała. Będzie co wspominać. Choćby nawet to, że byłam starościną na tych dożynkach. Na pamiątkę tych dożynek podarowałam gościom „Baśń o maciejce”.

 

14.09.2013 061.jpg

A dziś od rana pada deszcz. Jest godz. 10:52, 14°C. Jestem na działeczce od piątkowego popołudnia. Teraz spokojnie odpoczywam.

Jutro miną dwa tygodnie, odkąd Pusia jest w nowym domu. Małżonek miał okazję obejrzeć Pusię na zdjęciach w telefonie komórkowym. Pozowała jak prawdziwa modelka. Myślę, że jest szczęśliwa.  


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

SEN

niedziela, 08 września 2013 19:34

Godzina 11:30. Na dworze 17°C, w domku 15°C, na stryszku 24°C. Pierwszy weekend na działce bez Pusi. Przyjechałam więc sama - rowerem. Przy okazji sprawdziłam możliwość najbliższego przejścia przez tory kolejowe. Za sprawą budowy obwodnicy południowej dotychczasowe dzikie przejście powoli oddala się w stronę ulicy Wierzbickiej. Okazało się, że dostępny przejazd rowerem możliwy jest dopiero pod wiaduktami (nowym drogowym i starym kolejowym). Wydłuża się zatem droga do mojego Koperkowa. Rowerem to tylko kilka minut, ale pieszo zapewne kilkanaście. Cóż.

Jak wspomniałam – pierwszy weekend bez Pusi. Od 19 maja(od Święta Ludowego) przez wszystkie wolne od pracy dni starałam się byłyśmy były razem. Głównie na działeczce – w moim ukochanym Koperkowie. Wczorajszy dzień, pełen wspomnień o niej, zakończył się dziwnym snem nad ranem. Jakbym ją słyszała w okieneczku. Pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy, to że  uciekła od nowych opiekunów i wróciła do mnie. Druga, że może tylko przyszła mnie odwiedzić. Podniosłam się z łóżka, otworzyłam okieneczko i widzę nie Pusię, ale Czarnucha jak się ironicznie do mnie uśmiecha. Rozciągnął się na płocie i bezczelnie patrzy w okieneczko. Nie dyskutowałam z nim, tylko natychmiast  zamknęłam okieneczko i wróciłam do łóżka. Szczęście, że  to był tylko sen - może nie proroczy. W piątek wieczorem dzwoniłam do nowych opiekunów Pusi. Pierwsze dwa dni były  trudne. Nowi opiekunowie, nowy dom, nowy ogród, na podwórku dwa psy i mały kotek, kanarki w klatkach na które niezwłocznie urządziła sobie polowanie – to wielkie wyzwanie dla niej, także i dla jej nowych opiekunów. Czy podołają, czy wyzwanie to okaże się zbyt trudne i Pusia będzie musiała powrócić do mnie i już na zawsze pozostać blokowym kotem? Czy może uda się im wytrwać najtrudniejsze chwile, wypracować kompromis i cieszyć się owocami tej pracy? Miłość wymaga wielu wyrzeczeń – także w stosunku do zwierząt. A Pusia potrafi być wdzięczna. Jest szczera, jak małe dziecko, które jeszcze nie nauczyło się kłamać. Wierzę, że zdobędzie ich serca i wszyscy będziemy radować się jej szczęściem.

 

18-08-2013 012.jpg

Tymczasem do mojego ogrodu coraz głośniej puka jesień. Opieliłam truskawki, bo już wołały. W kolejce czeka zielnik. Gruszka Konferencja z trudem  dźwiga swoje owoce. Widzę, że jest jej ciężko, ale jeszcze tydzień/dwa musi wytrwać. Obficie obrodziła też aronia, że musiałam ją obwiązać, bo gałązki już kładły się na ziemię. Jabłek w tym roku jest niewiele. Słabo też postarała się jeżyna, może dlatego, że na nowym miejscu. Za to maliny Polany już zbieram całymi garściami. Ale tylko z połowy zagonka. Nie wiem dlaczego, ale druga połowa (od strony gaiku) nie daje owoców. Spróbuję kupić nowe sadzonki, bo może moje nie są odpowiednie dla tego miejsca. Czeka mnie jeszcze wykoszenie trawy w sadku. To plan na najbliższe dwa tygodnie. W najbliższą sobotę mamy działkowe dożynki. Jako ogrodowa kronikarka mam przedstawić historię naszego ogrodu. Zadeklarowałam także swoją pomoc naszemu  dożynkowemu kucharzowi. Świetnie gotuje – warto podpatrzeć jego warsztat. Jutro zebranie Zarządu ogrodu – zapewne ustalimy harmonogram prac dożynkowych.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

PUSINY PARK

środa, 04 września 2013 0:55

Wczoraj ( poniedziałek - 2 września) młodzież szkolna po wakacyjnej przerwie poszła do szkoły.  Dla większości uczniów to kontynuacja nauki. Dla wielu  nowe wyzwanie -  wyzwanie, które często w pamięci pozostaje do końca życia. Wczorajszy dzień był również dla mnie wyjątkowym i zostanie w moim sercu na zawsze.

Jak wspomniałam w poprzednim moim zapisku wczoraj złożyliśmy  urnę z prochami mojej Przyjaciółki obok urny Jej męża. Przed odejściem na emeryturę przez kilkanaście lat była dyrektorką szkoły. Była polonistką. Dobre wychowanie i prawidłowy rozwój ucznia były dla niej najwyższym wyzwaniem zawodowym. Kiedy przyszło Jej żegnać się z tym światem  właśnie kończyły się wakacje, a w dniu rozpoczęcia nowego roku szkolnego postawiono przed Nią nowe zadanie. Zawarte jest ono  w słowie wieczność. Jakże symboliczne bywają liczby. Symboliczne też  bywają zdarzenia dnia codziennego. Także w poprzednim zapisku wspomniałam, że ….…W ten smutny wtorek Pusia po raz pierwszy sama poszła na wieczorny spacer, w zasadzie uciekła z domuAle tę ostatnią noc  z niedzieli na poniedziałek Pusia przespała na moim łóżku. Przed snem przyszła do mnie, żeby ją przytulić i wygłaskać, a potem ułożyła się w nogach i tak z niedługą przerwą przespała całą noc.  A nie spała u mnie od wiosny. Wczoraj, na chwilę przed pogrzebem, dowiedziałam się, że Pusia będzie miała rodzinę zastępczą. Zaraz po pogrzebie przyszły Pan Pusi zadzwonił do mnie i już na wieczór byliśmy umówieni na spotkanie. Przyszłam nieco wcześniej, żeby wypuścić Pusię na dwór. Tak więc zdążyła Pusia jeszcze się wybiegać, pobuszować po swoim parku za blokiem, obwąchać wszystkie krzaki – pomimo, że padał drobny deszcz, wiało i było zimno. Ale gdy tylko z balkonu zawołałam: „Pusia … Pusiaaaa…” zaraz  wybiegła ze swojego buszu, żeby pokazać się, że nic jej nie jest. Gdy zaś dopowiedziałam jej: „Pusia choć, pani da Pusi smakołyczka, pani da Pusi, da pani …” zaraz przyszła do domu… Nawet nie myślałam, że za chwilę rozstaniemy się. Nowy Pan wiele o niej przeczytał z tych właśnie zapisek i zdecydował się adoptować Pusię od razu. Pusia była dla Nowego Pana i Nowych Pań bardzo gościnna. Grzecznie przywitała, pozwoliła im także siebie pogłaskać i wyczesać rękawicą. Nawet nie bardzo chciała wychodzić z domu. Tak więc spakowałam majątek Pusi, wzięłam ją na ręce i delikatnie wstawiłam do transportera. Nie protestowała. Spodziewała się podróży na działkę. Tymczasem czekała ją podróż w nieznane. Na chwilę przed wyjściem gości  do domu wrócił małżonek. Wyciągnął do Pusi rękę, żeby się pożegnać, a ona wyciągnęła do niego przez kratkę łapkę. Zakręciła się i małżonkowi  łezka w oku. Wierzę, że szczęście dopisze nam wszystkim i kiedyś  się zobaczymy. Wierzę, że dom z ogrodem będzie dla Pusi rajem. A dziś, gdy  wracałam z pracy, zobaczyłam, że przed naszym blokiem wycięto pół pusinego parku.  Wycięto po linii dębów. Może i dobrze, że Pusia tego już nie zobaczyła..

14.09.2013 012.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdy będę  miała dom z ogrodem na co dzień – będę miała taką Pusię, czyli kota norweskiego leśnego. To najinteligentniejszy kot, jakiego do tej pory spotkałam. Jest mądry, zdolny i szybko uczy się języków obcych -  nawet takich trudnych jak język polski.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

WIELKI SMUTEK

środa, 04 września 2013 0:52

3.05.2013 147.jpg

Ostatni weekend sierpnia smutny. We wtorek umarła Pusi Pani. W piątek pożegnaliśmy ją w kaplicy cmentarnej. W poniedziałek urnę z Jej prochami złożymy obok urny Jej męża. Obydwoje byli naszymi Przyjaciółmi. Dlatego zadecydowaliśmy, że Pusia zostanie z nami dopokąd nie znajdziemy dla niej prawdziwego domu z ogrodem. Na ten czas musimy we trójkę (Pusia, małżonek i ja) wypracować  „regulamin” współpracy. Bez „regulaminu” będzie nam trudno razem mieszkać pod jednym dachem. Pusia już wiele się nauczyła, ale dużo pracy jest jeszcze przed nią (także i przed nami). W ten smutny wtorek Pusia po raz pierwszy sama poszła na wieczorny spacer, w zasadzie uciekła z domu. Trasę naszych „spacerów na czerwonych szelkach”  już zdążyła dobrze poznać. Także wszelkie niebezpieczeństwa – czyli różnej rasy pańskie i bezpańskie psy i  koty oraz samochody. Oglądałam z balkonu, jak biegnie do swojego „parku” oglądając się na boki. Muszę przyznać, że ją podziwiałam. Potem  zniknęła w krzakach, do których ją tak ciągnęło. Długo nie wychodziła, że postanowiłam wyjść do niej. Wzięłam  ze sobą szelki. Wołam „Pusia, Pusiaa, Pusiaaa …”. Za chwilę Pusia radośnie potrząsając ogonkiem wychodzi z krzaków. Założyłam jej szelki. Nie protestowała. Razem wróciłyśmy do domu. Nie na długo. Pusi tak się spodobało, że znów chciała wyjść. Pozwoliłam. Długo nie wracała. Wróciła sama. Ktoś z lokatorów domyślił się, żeby ją wpuścić do klatki. Ależ się cieszyła, gdy mnie zobaczyła w kuchni. Wdzięczyła się, łasiła, ocierała - wielka bohaterka, bo udało się jej samej wyjść i wrócić. W następne wieczory to już nie było mowy – Pusia wybiegała na spacer sama, a wracała tylko po to, by sprawdzić, czy czasem coś dobrego nie położyłam na jej miseczce. Jak małe dziecko. A ja  - spokojnie mogłam zająć się kuchnią.

Od piątkowego popołudnia jesteśmy na działeczce. Nie byłyśmy cały tydzień. Gruszki klapsy same zaczęły spadać. Natychmiast je zerwaliśmy z małżonkiem. Będzie dużo kompotów. Ogórki już się wyogórkowały. Maliny i jeżyny dojrzewają. Ładnie dojrzewają też papryki. Pierwszy raz mam paprykę w swoim ogródeczku. Uczę się jej uprawy. Myślę, że jak na pierwszy raz nie najgorzej mi wyszło. Ładnie rośnie marchewka, także pietruszka wzięła się w garść i już ma sporą natkę – tylko czy korzenie do zimy jej urosną – wątpię. Chyba nie na mojej ziemi. Pory i selery za urodziwe nie będą. W innych latach bywało lepiej. Trochę, z braku czasu, zaniedbałam podlewanie ogrodu. Sucho wszędzie. Cały tydzień nie padało. Wczorajsze próby deszczowe wiele nie pomogły. Liczę na dzisiejszy deszcz. Właśnie się zachmurzyło. Jest godz. 11°°. Ochłodziło się do 15°C. Nawet Pusia nie chce spacerować po ogrodzie. Zapewne trochę też za sprawą Czarnucha. Zaatakował ją podczas dzisiejszych nocnych spacerów dwukrotnie. Z wielkim wrzaskiem uciekała do domku na stryszek do siebie. A warczała jak motocykl. Nawet nie dała się pogłaskać na pocieszenie. Od rana jest smutna. Prawie nie wychodzi do ogródka. Apetytu też nie ma. Może źle się czuje? Zdenerwowała się tym Czarnuchem i boli ją serce? Możliwe. Teraz leży obok mnie na wersalce. Odpoczywamy przy radiowej muzyce.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  59 557  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O moim bloogu

------Koperkowo--------- świat zamknięty w czterech --------arach ---------------- a zachwytu co niemiara

Ulubione strony

BLOGI PRZYJACIÓŁ

MOJA STRONA I MOJE BLOGI

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 59557
Bloog istnieje od: 2901 dni

Horoskop

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl